Babskim okiem: W szponach hazardu

Wayne Rooney
 fot. Ian KINGTON  /  źródło: AFP

W dwie godziny stracił pół miliona funtów! Jak właśnie doniósł „The Sun”, piłkarz Manchesteru United Wayne Rooney, przegrał w kasynie – w tak krótkim czasie – fortunę. Nie był to jednak jego pierwszy raz. Takie „chwile słabości” Rooney miewał już jako… 20 latek. W jednym z kasyn w Manchesterze miał kiedyś „zostawić” 65 tysięcy funtów. Potem, podobno, dojrzał.

Przeciętnemu zjadaczowi chleba, to się w głowie nie mieści – wykrzyknęła moja ulubiona sąsiadka. – Ale jak twierdzą naoczni świadkowie, piłkarz ledwie w minutę stracił 4 tysiące funtów! A warto chyba przypomnieć w tym miejscu, że aktualny kurs funta to jakieś 4 złotówki i 90 groszy z okładem.

 

W kasynie Rooney grał w ruletkę i blackjacka. Ci, którzy na to patrzyli mówią, że popijał piwo, ale nie by ł pijany. Był bardziej zainteresowany hazardem, niż alkoholem. Gdy grał w ruletkę, ciągle stawiał na czerwone…

 

Obserwatorzy byli zaskoczeni tym, co się działo. Rooney przeklinał pod nosem, ale im więcej przegrywał, tym więcej pieniędzy stawiał. To prawda, że Anglik zarabia krocie, ale - mimo wszystko - taka przegrana, i to w tak krótkim czasie, musi jednak robić wrażenie. Czyżby Rooney do hazardu wrócił? Czyżby przegrał walkę z nałogiem?

 

Niestety w historii sportu nałogowych hazardzistów było wielu. Często pojawiali się w kasynach dla dodatkowej dawki adrenaliny, a niektórzy świetnie się przy tym bawili. Ponieważ zaś wielu z nich zarabiało- czy zarabia - naprawdę wielkie pieniądze, nie bardzo zdawali sobie nawet sprawę z tego, ile przegrywają, chociaż tracili miliony.

 

Nie zdawali sobie też sprawy z uzależnienia w jakie popadli. Rooney jest – niestety – jednym z wielu. A wśród nałogowych hazardzistów można znaleźć takie nazwiska jak Michael Jordan, Manny Pacquiao, Jaromir Jagr, Artur Szpilka czy Kamil Grosicki…

 

Słynny koszykarz lubił grać w pokera. W 1991 roku Jordan przegrał przy zielonym stoliku połowę swoich zarobków czyli milion dwieście tysięcy dolarów. A potem kolejne 900 tysięcy, kiedy próbował się odegrać na polu golfowym.

 

Manny Pacquiao, który za swoje walki dostawał przecież często od 20 do 30 milionów dolarów, musiał kiedyś prosić swego promotora Boba Aruma o pożyczenie 2 milionów na spłatę hazardowych długów. Bo ten znakomity bokser też był hazardzistą. Tak samo jak i hokejowa legenda… Jaromir Jagr. I tak samo jak Artur Szpilka czy Kamil Grosicki.

 

Czołowy nasz bokser Artur Szpilka był uzależniony od gry na maszynach. Właściwie skończył z tym dopiero wówczas, kiedy trafił do wiezienia. Dziś twierdzi, że po wyjściu na wolność nie wrzucił już do maszyny nawet złotówki.

 

Wielkie problemy z hazardowym nałogiem miał i Kamil Grosicki, który zaczął grać w kasynie ledwie skończył 17 lat. Ten piłkarz, reprezentant Polski, przyznał się do tego, że kiedy był w Warszawie, potrafił przegrać w miesiącu 3-4 wypłaty. Jego matka musiała nawet kiedyś  sprzedać mieszkanie, aby jego długi spłacić. Ale Grosicki obiecał, że wszystko odda. I słowa dotrzymał, a matce wybudował nowy dom. 

 

Okazuje się, że im większa sława i większe pieniądze, tym większe pokusy. Może więc lepiej - i zdrowiej - trzymać się od nich z daleka. Od hazardu zaś jak najdalej. Podobno bowiem żadne z kasyn nigdy jeszcze nie przegrało. W odróżnieniu od grających, którzy potrafili stracić tam majątki.

Z tej samej kategorii