Babskim okiem: Skakać każdy może?

Słynny brytyjski kolarz Bradley Wiggins chce - w telewizyjnym show - posmakować narciarskich skoków. Czy każdy może skakać? Najsłynniejszym amatorem na skoczni, człowiekiem który na pewno przeszedł do historii tego sportu był - też Brytyjczyk - Eddie Edwards. Skoczek z napisem "koniec", zwany tez Eddie "Orłem", który był jednym z najpopularniejszych uczestników ZIO w Calgary...

Eddoe Edwards
 fot. Jerzy Kleszcz  /  źródło: newspix.pl

Podobno chcieć, to móc – filozoficznie zauważyła moja ulubiona sąsiadka. Właśnie skądś się dowiedziała, że słynny kolarz Bradley Wiggins, pierwszy brytyjski triumfator Tour de France, który pożegnał się już z peletonem,  postanowił posmakować… narciarskich skoków. 

 

Sir Wiggins, bo za swe mistrzowskie osiągnięcia Brytyjczyk uhonorowany został przez królową Elżbietę II tytułem szlacheckim, jest rzeczywiście  sportowcem dość wszechstronnym. Ma przecież na swym koncie triumfy zarówno na szosie jak i na torze. Ale żeby aż tak?!

 

Wprawdzie były kolarz skakać ma na nartach w telewizyjnym show, w którym udział wezmą sportowe znakomitości, ale przyznać trzeba, że jest to jednak nie lada wyzwanie.

 

Wiggins zawsze twierdził, że jazda na nartach jest jego wielka pasją, ale o skokach mowy nie było. Teraz wyzwanie podjął i wcale nie ukrywa, że i na skoczni chce być najlepszy. A zmierzyć się ma na niej z byłym piłkarzem reprezentacji Anglii Robbie  Fowlerem i rugbistą Jasonem Robinsonem.

 

Ciekawe jak panowie sobie poradzą? Ponieważ – jak się domyślam – ma być wesoło, pewnie poprosili o radę słynnego przed laty skoczka z napisem „koniec” czyli swego rodaka Eddie Edwardsa. Przeszedł on do historii jako „Eddie Orzeł” i do dziś jest rekordzistą  Wielkiej Brytanii w długości narciarskich skoków.

 

Podobno ten jego wyczyn zmierzono kiedyś krawieckim centymetrem i wyszło, że jest to 71 metrów. Rekord ten nieustannie należy do Eddiego z  bardzo prostego zresztą powodu, bo tam na nartach nikt - ani przed, ani po nim - skakać nie próbował. Do tej pory. Może teraz właśnie rekord ten zostanie wreszcie poprawiony. 

 

I przypomnijmy może kim był Eddie. Słynny „Orzeł” to jeden z bohaterów igrzysk Olimpijskich w Calgary. Był tam tak popularny, że musiał odwoływać konferencje prasowe, aby – jak sam to stwierdził – móc się przygotowywać do kolejnych konkursów. Chociaż i tak wiedział, że będzie ostatni. Gazety poświęcały jego wyczynom całe kolumny, a on miał jedno wielkie zmartwienie. Nie mógł wystartować w konkursie drużynowym, gdyż był samotnym, jedynym skoczkiem reprezentującym swój kraj.

 

W związku z debiutem na skoczni Bradleya Wigginsa, a także z  zakończonym kilka dni temu Turniejem Czterech Skoczni, warto może przypomnieć i Eddiego. Przecież swą „karierę” rozpoczął właśnie w czasie TCS, 30 grudnia 1986 roku, na skoczni w Oberstdorfie. Publiczność za każdym razem drżała czy kolejny skok przeżyje .

 

Ale on miał się dobrze. No i Eddie „Orzeł” zapisał się na trwałe w historii światowych skoków nie tylko tym, że był totalnym amatorem. Dzięki jego wyczynom FIS podjęła decyzję o wprowadzeniu kwalifikacji do konkursów. I to jest jego niezaprzeczalny wkład w tę historię.

 

A sam Eddie całkiem nieźle wylądował. Podobno -  jako celebryta - do dziś zarabia 50 tysięcy funtów rocznie. A to jest jakieś 250 tysięcy zetów. Z okładem. Nieźle.

 

Więcej na temat:Babskim okiem
Z tej samej kategorii