Przedstawienie musi trwać!

Trening Reprezentacji Polski
 fot. Rafal Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

W niespełna pół wieku zmieniła się geografia piłkarskiego świata. Przed laty, by awansować na przykład do turnieju finałowego MŚ, wystarczyło wygrać grupę trzyzespołową. Dziś gra się o awans w sześcio, a nawet siedmiozespołowych.

Dzisiaj taką sytuację trudno sobie wyobrazić, choć starsi kibice to przecież wiedzą z autopsji, że do tak pamiętnych dla nas mistrzostw świata z 1974 roku w Niemczech biało-czerwoni awansowali z eliminacyjnej grupy liczącej... trzy zespoły. W jeszcze większe osłupienie młodszych sympatyków futbolu może wprawić informacja, że w mundialowych finałach w ówczesnej Republice Federalnej Niemiec wystąpiło tylko 16 drużyn. Warto chyba, choćby tylko ku pokrzepieniu serc, podać, że wówczas wyeliminowaliśmy samych Anglików, których obecności w decydującej rozgrywce pewni byli nawet organizatorzy, do tego stopnia, że w materiałach promujących późniejsze finały zdjęcie grupowe „dumnych Synów Albionu” zajmowało czołowe miejsca.

 

Drugim rywalem Polaków byli inni gracze z Wysp Brytyjskich, Walijczycy, naturalnie nie tak mocni jak wówczas Anglicy, ale mający w swoich szeregach supernapastnika, ponoć z polskimi korzeniami, Johna Toshacka. I właśnie Toshack bardzo przyczynił się do awansu... biało-czerwonych. Oczywiście, wiem, pamiętam, że awans dał nam „zwycięski” remis na Wembley, ale wcześniej - na tym samym Wembley - również 1:1 zremisowali Walijczycy, dla których prowadzenie zdobył właśnie John Toshack. Tylko w tej sytuacji londyński remis podopiecznych niezapomnianego Kazimierza Górskiego był prawdziwie zwycięski, a warto jeszcze podkreślić, że wówczas za zwycięstwo dostawało się dwa punkty, a za remis - tak jak zawsze - jeden.

 

Ta może przydługawa, ale jakże przecież sympatyczna, tyrada ma służyć unaocznieniu tego, jak przez niespełna pół wieku zmieniła się geografia świata, także piłkarskiego. Dziś biało-czerwoni walczą w grupie sześciozespołowej, a przypominam sobie nawet eliminacje, w których były grupy siedmiodrużynowe! Skąd się to wzięło - wiadomo: podział Związku Radzieckiego, Czechosłowacji czy Jugosławii oraz jeszcze inne efekty dążeń niepodległościowych, jak na przykład najnowsze państwo Kosowo. Stąd właśnie wyłonił się nasz niedzielny rywal - wyodrębniona z Jugosławii Czarnogóra, a przecież w grupie mamy jeszcze byłe republiki radzieckie - Armenię i Kazachstan. Awansować można i z drugiego miejsca, a w finałach od jakiegoś czasu występują 32 reprezentacje.

 

Ponieważ jednak - jak śpiewał kiedyś Freddie Mercury - „show must go on”, nowe szefostwo FIFA już ogłosiło, że w finałach mistrzostw globu może wystąpić nawet 48 zespołów! Czy wtedy w grupie eliminacyjnej będziemy mieć znów dwóch przeciwników?

Z tej samej kategorii