NiespodziArka?

Byli tacy, którzy widzieli Lecha Poznań w podwójnej koronie sezonu 2016/17, podobnie jak - z zachowaniem wszelkich proporcji - wielu, a nawet bardzo wielu, widziało Bayern Monachium w koronie potrójnej - za Ligę Mistrzów, Bundesligę i Puchar Niemiec. Gdybyż to wszystko było takie proste, to sport nie byłby tak pasjonujący, a bukmacherzy by... zbankrutowali.

Lech Poznan - Arka Gdynia
 fot. Rafal Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

Losem tych ostatnich specjalnie martwić się nie trzeba, bo świetnie dają sobie radę, w przeciwieństwie do Bawarczyków, którzy - jak wiemy - nie poradzili sobie najpierw z Realem Madryt, a potem z Borussią Dortmund. Drużynie Roberta Lewandowskiego na osłodę pozostał tytuł mistrza Niemiec, na który są niemalże skazani.
Natomiast Lech już dostał pierwszy cios, a na mistrzostwo Polski będzie musiał ciężko zapracować, o ile w ogóle „Kolejorzowi” się to uda. Real i Borussia to klasa sama w sobie, natomiast Arka Gdynia, która pobiła Lecha, to beniaminek Lotto Ekstraklasy, walczący obecnie w grupie słabszej, o nic więcej niż utrzymanie. I to jest właśnie urok Pucharu Polski, zwanego kiedyś „turniejem tysiąca drużyn”.
Gdynianie w finale PP zagrali po raz drugi i po raz drugi wygrali. Za pierwszym razem - w 1979 roku - pokonali faworyzowaną Wisłę Kraków z wieloma reprezentantami Polski (m.in. z Adamem Nawałką), choć jeden prawdziwy Krakus i 100-procentowy wiślak grał wówczas w... Arce. To nie był gracz z drugiego szeregu tylko sam Adam Musiał, członek złotej jedenastki Kazimierza Górskiego, medalista mistrzostw świata z 1974 roku!
Dlaczego opuścił Wisłę nie warto dywagować, choć mogło mieć znaczenie, że był to człowiek - delikatnie mówiąc - niepokorny, co mogło wyjść mu bokiem, choć może nie tak bardzo, bo Puchar Polski zdobył. Drugi, wtorkowy, finał Arki, sędziował Tomasz Musiał, tak! - to syn Adama, czołowy polski arbiter.
Czy dlatego gdynianom było łatwiej? Na pewno nie. Tomasz Musiał nie gwizdnął na przykład ręki Marcina Robaka w poznańskiej „szesnastce” (stare powiedzenie mówi: napastnik we własnym polu karnym to gotowe nieszczęście), ale potem też milczał, gdy obrońca Arki dostał w rękę (dostał, a nie zagrał ręką), jednak błędów nie popełnił, w przeciwieństwie choćby do Jasmina Buricia, który pierwszą bramkę puścił w stylu Petera Shiltona w 1973 na Wembley po strzale Jana Domarskiego. Nawiasem mówiąc karnego, z którego wówczas wyrównał Alan Clarke, sprokurował... Adam Musiał.
Tak czy siak Arka finał PP wygrała zasłużenie. To żart?! Absolutnie nie! Lech miał optyczną przewagę, trafił w słupek i spojenie, ale za to pucharów nie dają. Dają za gole, a tych gdynianie zdobyli więcej, więc w nowym sezonie zagrają w Lidze Europy i to od rundy wyższej niż nasze zespoły, które do LE wejdą z podium ekstraklasy. Chciałoby się, żeby gdynianie potrafili to wykorzystać...

Z tej samej kategorii