Kamil Glik. Książę czy żebrak?

Jak jednak usprawiedliwić bezsensowne deptanie leżącego rywala w sytuacji, w której mecz, a w zasadzie dwumecz, jest rozstrzygnięty, bramki już padły, a kasa odjechała? Usprawiedliwić się nie da, zrozumieć trudno, a odrobienie wizerunkowej straty nie tylko winowajcy, ale całego futbolu z jego rodzinnego kraju, będzie długie i trudne.

Juventus , Monaco
 fot. Max Rossi  /  źródło: Reuters

Faul jest nieodłącznym elementem każdej kontaktowej gry zespołowej. Jeżeli w kodeksie postępowania boiskowego jest zapisane, że za faule dyktuje się rzuty wolne i karne, a winowajców napomina się najpierw słownie, a potem żółtymi i czerwonymi kartkami, to oznacza, że faule są... dopuszczalne, ale nie mogą być tolerowane.

Najczęściej bezpośredni atak na rywala jest dziełem przypadku, wynikającym z tzw. ferworu walki, i dlatego niezamierzonym (chcielibyśmy w to wierzyć), ale bywają też - na pewno rzadziej - działania celowe, zwane np. akcjami ratunkowymi.

Te ostatnie można by nawet usprawiedliwiać sytuacjami boiskowymi , których konsekwencjami mogą być: stracone bramki, punkty, a w ostatecznym rozrachunku pieniądze, a także tym, iż nie zawierają one chęci unicestwienia przeciwnika.

 

Jak jednak usprawiedliwić bezsensowne deptanie leżącego rywala w sytuacji, w której mecz, a w zasadzie dwumecz, jest rozstrzygnięty, bramki już padły, a kasa odjechała? Usprawiedliwić się nie da, zrozumieć trudno, a odrobienie wizerunkowej straty nie tylko winowajcy, ale całego futbolu z jego rodzinnego kraju, będzie długie i trudne.
Zresztą Kamil Glik - bo o nim oczywiście mowa - już w meczu obecnych eliminacji do mundialu 2018 kopnął (podobno lekko) leżącego rywala z Kazachstanu. Ponoć chciał mu pomóc... wstać, gdy tamten (przy stanie 2:2) zwijał się z udawanego bólu tak sugestywnie, jakby po nim czołg przejechał.

I, co ciekawe, po kontakcie z butem polskiego obrońcy wstał tak szybko, jakby go uzdrowił sam Kaszpirowski. To, że w opisywanym meczu atmosfera była gęsta, potwierdziło zachowanie naszego kapitana, Roberta Lewandowskiego, który jednego z Kazachów zaczął... dusić. Niczego to jednak nie usprawiedliwia, ale trochę wyjaśnia - patrz: ferwor walki.


Dawno, dawno temu wśród młodzieży popularna była powieść Marka Twaina pt. „Książę i żebrak”. Z bardzo grubsza tłumacząc, chodziło o zamianę tytułowych postaci. Fikcja literacka na pewno, ale kto wie, czy tak kiedyś nie mogło się zdarzyć. Dziś już na pewno nie i to wcale nie dlatego, że mamy wiek XXI.

Kamil Glik dzięki dobrej grze w piłkę trafił do księstwa (Monako), ale księciem nie zostanie, choć pewnie bardzo by chciał. Na tak wysokie progi nie da się tak po prostu wejść tylko dzięki temu, że depcze się wszystko po drodze. I to nawet gdyby deptanie po Gonzalu Higuainie miało mieć charakter uzdrawiający...

 

Z tej samej kategorii