A jak się nauczy grać!

Porażka Ajaksu Arka Milika z Rapidem Wiedeń uwiarygodnia tezę, że nie ma w sporcie czegoś, co na pewno się nie zdarzy.

Arkadiusz Milik
 /  fot. Łukasz Grochala  /  źródło: Cyfrasport

Pół wieku bliskiego i bardzo bliskiego kontaktu ze sportem nauczyło mnie, że w tej dziedzinie życia nic nie zdarzy się na pewno, zwłaszcza jeśli chodzi o wyniki. Rozszerzając tę odkrywczą myśl, dodam, że w sporcie nie ma też nic takiego, co na pewno się nie zdarzy!

Te dwie tezy są z pozoru jednoznaczne, ale obie mają swoje uzasadnienie. Przecież każda z dyscyplin sportowych ma swoich mistrzów i faworytów, których łatwo wskazać jako kandydatów do medali i honorów, ale jeśli już dopuszczamy możliwość niespodzianki, to chcąc pozostać w gronie dobrze znających się na sporcie, przekonujemy siebie i innych, że coś może się i zdarzyć, ale na pewno nie wygra taki a taki zawodnik czy taki a taki zespół. A tu klops...

 

Ajax Amsterdam w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów grał z Rapidem Wiedeń. Klub z austriackiej stolicy to nie jest chłopiec do bicia, ale faworytem tej rywalizacji nie był. I tak też zaczął pierwszy mecz - od 0:2. Dogonił jednak rywali na 2:2, ale i tak do Holandii jechał bez zaliczki. Wywalczył ją sobie w pierwszej połowie, bo tym razem to Rapid prowadził 2:0. Ajax z kolei tym razem dogonił na 2:2 i gdy miało być po tzw. herbacie, goście zdobyli trzeciego gola i wywalili Ajax do... Ligi Europy. Na nic więc zdały się bramka i asysta Arkadiusza Milika.

 

Redaktor Henryk Górecki nie dziwi się specjalnie takiemu tokowi wydarzeń, twierdząc stanowczo, że dziś Ajax jest słaby. Nie neguję tego, ale ja, interesując się ligami zagranicznymi mniej niż mój redakcyjny kolega, a słysząc Ajax, mam przed oczami zespół, który trzy razy z rzędu - 1971-73 - zdobył kiedyś Puchar Europy Mistrzów Krajowych, czyli protoplasty dzisiejszej Ligi Mistrzów, a miał w składzie samego Johana Cruyffa, by nie wspominać innych wielkich holenderskich przedstawicieli futbolu totalnego.

 

W tamtych czasach wielkiego pecha miał Ruch Chorzów, któremu w sezonie 1969/70 krótko przed tymi największymi sukcesami Ajaksu, przyszło zagrać z amsterdamczykami w Pucharze Miast Targowych (były takie rozgrywki). W pierwszym meczu na wyjeździe „Niebiescy” przegrali 0:7 i choć w rewanżu było „tylko” 1:2 (honorową bramkę zdobył późniejszy selekcjoner Antoni Piechniczek), to ktoś wymyślił taki greps: „Kiedy Ruch wygra z Ajaksem? A jak się nauczy grać!”.

Może to i było złośliwe, ale pewnie motywujące, bo już w 1974 roku reprezentacja Polski Kazimierza Górskiego zajęła na mundialu trzecie miejsce, tuż za Holandią, oczywiście z Johanem Cruyffem na czele, a w naszej podstawowej jedenastce grał chorzowianin Zygmunt Maszczyk.

 

Ajax wygrał potem jeszcze Ligę Mistrzów, a w kolejnym sezonie był w jej finale, ale to było 20 lat temu. Kiedy wróci na piedestał? A jak się nauczy grać! Jednak dziś amsterdamski przykład mocno uwiarygodnia tezę, że nie ma w sporcie czegoś, co na pewno się nie zdarzy.

Z tej samej kategorii