Odwagi!

KWALIFIKACJE U20 OTWARCIE TURNIEJU
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Na futbolu z pewnością zarobić można, choć w Polsce - zdaje się - wciąż zdanie owo ma wymiar wyłącznie mityczny. Niemało było takich, co wiele weń włożyli, z wyjęciem czegokolwiek mieli już jednak spore kłopoty.

Bez kibicowskiego zaplecza, bez marki rozpoznawalnej bezbłędnie na sportowej niwie w kraju i za granicą, padały budowane „tam, gdzie kiedyś było ściernisko” imperia w Pniewach, Grodzisku Wlkp., Wronkach. Wystarczyło, że wyczerpał się entuzjazm właściciela; że znalazł sobie inną „zabawkę”, albo że po prostu szukał bardziej sprzyjającego futbolowi środowiska społecznego (vide transformacja Amiki w Lecha).

Na Górnym Śląsku (i w Zagłębiu), gdzie klubów z tradycją i sukcesami na skalę ogólnokrajową jest więcej niż w jakimkolwiek innym rejonie kraju, bogactwo kibicowskiego zaplecza i przekazywanego z pokolenia na pokolenie przywiązania do nazwy i herbu też jest większe niż gdzie indziej. Mniej za to Rutkowskich, Filipiaków, Mioduskich, Kuleszów. A jeśli nawet są, akurat interes piłkarski - ze względu na wspomniane wyżej nasycenie regionu wielkimi markami, których fani raczej (mówiąc delikatnie) nie darzą się sympatią - to prawdopodobieństwo zderzenia się z „hejtem” wykraczającym daleko poza normalne biznesowe ryzyko.

To nie przypadek więc, że na Śląsku piłka nożna - ba; cały sport! - opiera się (niemal) wyłącznie na pieniądzach publicznych. Pół biedy, gdy trafia na gminy, dla których dotacje na ową „najważniejszą ze wszystkich rzeczy nieważnych” nie wymagają rezygnacji z innych ważnych dla mieszkańców inwestycji. Bieda (dosłownie!), gdy z próbą utrzymania zawodowej piłki na odpowiednim poziomie zmierzyć się muszą ośrodki, w których kołdra finansowa jest za krótka z każdej strony.

U nas owa bieda trafiła akurat na siedziby najwspanialszych marek: Ruchu, Górnika, Polonii. Ich ratowanie to dziś dylematy mogące przyprawić decydentów o bezsenność i nerwicę. Nie sposób też dziś przewidzieć, komu za reanimację sportowej tradycji postawią w jego mieście pomnik, a kogo dzieło owo zaprowadzi przed prokuratora. Ale jeszcze gorsze od balansowania na krawędzi w tym przypadku jest - co zresztą w swym „liście do prezydenta” wyłuszczył dobitnie Andrzej Grygierczyk - nicnierobienie... Odwagi!