„Blue Monday” w Chorzowie znaczy zupełnie coś innego, niż w Sosnowcu

Lata 80. ponoć znów są „trendy”: w modzie wróciły w ostatnim czasie na ulice dżinsowe katany z naszywkami, lustrzane okulary i krótkie bluzki z nadrukami , a koncerty muzycznych gwiazd sprzed trzech dekad znów gromadzą tłumy.

W poniedziałkowy wieczór w Chorzowie pewnie znaleźlibyśmy więc takich, którzy - opuszczając stadion Ruchu (też - niestety - zatrzymał się też gdzieś w tych ramach czasowych...) - nucili sobie pod nosem hicior z 1983 roku. „Blue Monday” w angielskim dwojaki ma wydźwięk: przy Cichej oczywiście oznaczał „niebieską radość poniedziałku”, który wywindował podopiecznych Waldemara Fornalika - po raz pierwszy od wielu tygodni - na miejsce „nad kreską”.

Swoją drogą - jeśli ma się w pamięci fakt, że na boisku wywalczyli oni o cztery punkty więcej, niż wskazuje na to aktualna tabela, jakakolwiek dyskusja o ewentualnej zmianie na trenerskiej ławce Ruchu staje się zupełnie bezprzedmiotowa. Tym bardziej, że dwa ligowe zwycięstwa z rzędu (przed tygodniem - przypomnijmy - „Niebiescy” zdobyli Łazienkowską) przydarzyły się chorzowianom po raz pierwszy od... piętnastu miesięcy! Jest zatem skuteczność w poczynaniach zespołu Fornalika; wręcz porażająca (rywali), jeżeli weźmiemy pod uwagę statystyki meczowe obu potyczek. W obu czas posiadania piłki przez Ruch nie sięgnął nawet 40 procent, a jednak obie - dość pewnie - rozstrzygnięte zostały na jego korzyść.

 

„Nowy ład” (skojarzenie nieprzypadkowe - tytułowy utwór wykonywała przecież grupa New Order...) w chorzowskim klubie na razie przekłada się na piorunujące efekty sportowe. I wcale nie trzeba było do tego detronizacji „Kinga”; swoje zrobiła „nowa miotła” w prezesowskich gabinetach...


A propos prezesów; „Blue Monday” po sosnowiecku brzmi nie jak „niebieski”, ale jak „smutny poniedziałek”. Nie nam rozstrzygać dziś o słuszności zarzutów stawianych Marcinowi Jaroszewskiemu - pełne imię i nazwisko już nie tylko za jego zgodą, ale wręcz na wyraźną prośbę - choć historia (niekoniecznie najnowsza) uczy, że władza każdej proweniencji w kraju nad Wisłą, Odrą i... Brynicą (jak widać) maksymę „Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie” wykorzystuje chętnie, często z premedytacją.

 

Z czysto sportowego punktu widzenia - mocny to jednak cios wizerunkowy w ekstraklasowe ambicje Zagłębia, na ledwie kilka dni przed startem wznowieniem rozgrywek w pierwszej lidze. No cóż, szykuje się wiosna niczym z okładki innego kultowego albumu lat 80., „Colour of Spring”... (to już grupa Talk Talk). W Chorzowie i w Sosnowcu mają o czym gadać...

Z tej samej kategorii