Dobry Urobek a gospodarność

3,5 sezonu (i jeszcze parę miesięcy) - oto realna perspektywa oddania do użytku nowego stadionu miejskiego w Katowicach (w okolicach ulicy Dobrego Urobku), nakreślona w czwartek przez prezydenta miasta.

Dobrego Urobku
 fot. UM Katowice  /  źródło: Materiał prasowy

Dużo? Mało? Biorąc pod uwagę prawne wymogi i potrzeby (ach, ta urzędnicza kmina: „Aktualnie przygotowywana jest procedura dotycząca wyłonienia wykonawcy opracowania obejmującego materiały wyjściowe dla przygotowania konkursu na wykonanie koncepcji urbanistyczno-architektonicznej kompleksu sportowego” - cytat z oficjalnego komunikatu UM...), może i niewiele. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że już cztery lata temu przy Młyńskiej leżał inny projekt stadionu, którym mamiono kibiców, dystans „od pomysłu (budujemy) do przemysłu („oddajemy do użytku”) wydłuża się nam znacząco - do dekady prawie.

Na dodatek, patrząc na harmonogram prac przedstawiony przez Marcina Krupę, nie sposób nie zwrócić uwagi na fakt, że „po drodze” - gdzieś w okolicach finalnych prac nad projektowaniem obiektu - mieć będziemy wybory samorządowe. Jak zaś pokazuje przykład Chorzowa i ciągnący się niczym guma do żucia temat piłkarskiej areny dla Ruchu, zmiana w ratuszu oznacza czasami zmianę koncepcji. Zresztą... po co szukać za miedzą, skoro w samych Katowicach wraz ze zmianą władz ów poprzedni projekt wyrzucono do kosza; wraz z nim zaś - kilka milionów, wydatkowane na jego sporządzenie. „Gospodarność” - bo stadion nieco mniejszy lepiej odpowiadać ma potrzebom lokalnego środowiska kibicowskiego - zawiera w sobie, jak widać, różne wymiary i aspekty.

Mniejsza jednak o kwoty wydane na tamten pomysł; zwłaszcza w kontekście sagi o modernizacji Stadionu Śląskiego to jedynie „drobne z tylnej kieszeni dżinsów”. Zapowiedź budowy nowego obiektu (tym bardziej, że ma obejmować również halę) to dla sportu zawsze dobra wiadomość.

Warto jednak przy okazji zauważyć, że jeśli piłkarze spełnią swoje i kibicowskie marzenia, i do ekstraklasy awansują - a są na dobrej drodze, klubowy skarbnik (i dział marketingu) będzie musiał przez owe 3,5 roku zaciskać zęby, płacząc nad niedoszłymi przychodami z dnia meczowego. I nawet niekoniecznie o własnych fanów chodzi (choć ich też dotykają ograniczenia, czyli zamykanie dwóch sektorów „Blaszoka”), ale o kibiców gości. Dziś prowizoryczny sektor dla przyjezdnych to 409 miejsc, które nawet w I lidze czasem rozchodzą się jak ciepłe bułeczki (Miedź na Wielki Piątek zamówiła komplet). Czy szybka rozbudowa metalowej konstrukcji dziś pełniącej rolę trybuny gości nie byłaby wskazana w przypadku awansu?

W ekstraklasie przynajmniej połowę stawki w meczach wyjazdowych wspierają grupy co najmniej dwukrotnie liczniejsze, o sąsiadach zza miedzy - którzy pewnie na derby wybraliby się parotysięcznym tłumem - już nie wspominając. To są realne pieniądze do podniesienia - by znów przywołać hasło „gospodarność”. No, chyba że problem rozwiąże jakiś urzędnik - państwowy tym razem, a nie samorządowy - błyskotliwą decyzją o niewpuszczaniu fanów drużyny przyjezdnej, co akurat na Śląsku (i w Zagłębiu) stało się ostatnio modą...

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~poloUżytkownik anonimowy
~polo :
No photo~poloUżytkownik anonimowy
trybuny dla gości to już mieliście ale je zburzyliście
7 kwi 12:08 | ocena:100%
Liczba głosów:6
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~golUżytkownik anonimowy
~gol :
No photo~golUżytkownik anonimowy
trybuna już była ale się zburzyła
7 kwi 12:10 | ocena:100%
Liczba głosów:6
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii