Korporacja, niestety...

Celtic - Legia
 /  fot. Piotr Kucza  /  źródło: newspix.pl

Od dobrych paru lat różnorakie zestawienia, słupki, raporty i sprawozdania firm consultingowych, doradczych czy analitycznych przekonują opinię publiczną, że Legia i Lech to dwa najlepiej zarządzane i najbardziej profesjonalne kluby w Polsce. Bo korporacyjne...

W ciągu ostatnich 48 godzin życie brutalnie zweryfikowało opinie facetów zza biurek, wpatrzonych w ekran komputera, słupki sprzedaży, rentowności i zysku. Fakt; finansowo kluby z Warszawy i Poznania wyprzedzają resztę stawki o parę długości, ale nie bez znaczenia dla takiej ich pozycji w bogatych stolicach bogatych regionów miała polityka władz samorządowych w ostatnim ćwierćwieczu. W obu tych ośrodkach dość jednostronnie - przy użyciu dużych pieniędzy publicznych - sfinansowano Legii i Lechowi wędkę w postaci nowoczesnych stadionów, skreślając jednocześnie jednym ruchem bogatsze tradycje historyczne i sportowe - odpowiednio - Polonii i Warty.


W futbolu wszakże pieniądze to - chyba... - nie wszystko. To także rzeczy nieuchwytne w zestawieniach analitycznych, niedające się zaksięgować po stronie winien i ma: ciągłość dziejów i pokoleń (w imię której Amica Wronki jednak nie powinna grać pod szyldem Lecha), szacunek dla ludzi (i ich wiedzy) od lat pracujących dla klubu, wreszcie rzecz prozaiczna i trudno identyfikowalna zawierająca się w słowach zapach szatni.


Trudno z biedy robić zaletę; niech więc w Ruchu czy Górniku - by trzymać się śląskiego poletka - nie czynią cnoty z faktu, że działy marketingu nie wypracowują nawet ułamka przychodów z Łazienkowskiej czy Bułgarskiej. I niech w Chorzowie czy Zabrzu nie próbują szukać usprawiedliwień dla faktu, że brak tam wciąż owych wędek - obiektów pozwalających klubom na zarabianie.


Sportowy blamaż Lecha (któryż już z rzędu) i kompromitacja organizacyjna Legii pokazują jednak, że w futbolu rządy prawników czy menedżerów z dyplomem MBA nie wystarczą. I nie wystarczy magiczne słowo korporacja. Czasami ważniejsze jest doświadczenie zdobywane nie na uniwersytetach, ale we wspomnianej szatni, przy bocznej linii czy... magazynie z piłkami. Za kadencji Ireneusza Zawadzkiego w roli legijnego kierownika pewnie do megawpadki z Bereszyńskim by nie doszło; zaś lechijnym działaczom czującym piłkę dużo wcześniej skończyłaby się tolerancja dla kolejnych porażek szkoleniowca z półamatorskimi rywalami...

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~odrobinaUżytkownik anonimowy
~odrobina :
No photo~odrobinaUżytkownik anonimowy
Podobnie w PZPN Boniek chce wprowadzic ład korporacyjny. Efekty widoczne : Górski i Dziurowicz przewracaja się w grobach a odsuniety na zielona trawkę Listkiewicz ma cicha satysfakcję, Lato zreszta też.
17 sie 14 17:23
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~staryUżytkownik anonimowy
~stary :
No photo~staryUżytkownik anonimowy
Piłka nożna to nie tylko pieniądze co już sprawdziliśmy na własnej skórze, ale także nie "faceci" typu "leśniodorscy", których pochodzenie "nizinne" daje znać osobie gdzie obok wiedzy potrzebna jest inteligencja, a tej kupić nie można Panie Leśniodorsk i dlatego sprzedaj Pan swoje udziały i przestań mieszać w Legii - Twoje miejsce w sektorze kibiców i tam możesz robić co chcesz, aż dostaniesz zakaz stadionowy. I to byłoby na tyle jak mawiał pewien inteligentny mężczyzna.
9 sie 14 13:54 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii