Wyrównywanie szans? Niestety, to tylko „Ekstraklasowy” PR...

ARKA GDYNIA - DOLCAN ZABKI
 /  fot. Piotr Matusewicz  /  źródło: Pressfocus

Kolejny sezon w I lidze dobiegł końca. Bez wielkich emocji w ostatniej kolejce: właściwie tylko w Klubczorku zastanawiano się, czy Chojniczanka - niepokonana od pięciu kolejek - zechce beniaminka wesprzeć i wydrze Pogoni Siedlce zwycięstwo: dla ekipy z Opolszczyzny oznaczałoby to uniknięcie baraży.

Cudu jednak nie było, skończyło się zgodnie z przewidywaniami: siedlczanie zwycięstwa potrzebowali, więc po prostu wygrali. To tyle na temat nieprzewidywalności rodzimego futbolu...


Teraz nadzieja kluczborzan sprowadza się albo do wygrania dwumeczu z wielką zagadką, jaką jest Wisła Puławy, albo do... rozstrzygnięcia innej zagadki, jaką jest przyszłość Zawiszy Bydgoszcz. Abstrahując już od postaci Radosława Osucha (i jego intencji), przykład zasłużonego klubu pokazuje, że I liga dziś to mozolna orka na ugorze, w której żniwo być może wielkie (vide ekstraklasowe bonusy z tytułu praw marketingowo-telewizyjnych), ale robotników mało.


Miniony sezon był już szóstym z kolei, który druga w hierarchii liga piłkarska w 38-milionowym kraju zakończyła w niepełnym składzie. GKP Gorzów, Ruch Radzionków (wycofał się po rozgrywkach), ŁKS Łódź, Kolejarz Stróże (nie dostał licencji na następne rozgrywki), Flota Świnoujście, Dolcan Ząbki - bogaty poczet wiosek, miasteczek i miast, w których trzeba było podjąć dramatyczne decyzje.

 

Pięknie ostatnio mówił Dariusz Marzec na naszych łamach o „wyrównywaniu szans” pierwszych i ostatnich w ligowej stawce. Szkoda, że dotyczy to tylko stawki ekstraklasowej; rozmowy między „Ekstraklasą” SA a PLP w sprawie uszczknięcia przez pierwszoligowców choćby okruszków z pańskiego (telewizyjnego) stołu to wciąż tylko okrągłe zdania na potrzeby PR-u...

 

Z tej samej kategorii