Europejczyk i „wszech-Polak” - tak zmieniały się nastroje w trakcie meczu z Kazachstanem

Kazachstan vs Polska
 fot. Piotr Kucza  /  źródło: newspix.pl

W starciu owej „europejskości” z „polactwem” wyszło na remis, bo... remis padł na murawie w Astanie.

Może to już objaw lekkiej schizofrenii, kiedy nawet na wydarzenia sportowe patrzymy przez pryzmat... podziałów politycznych w kraju nad Wisłą i Odrą, ale akurat w niedzielny wieczór w Astanie momentów wywołujących ambiwalentne uczucia nie brakowało. Zresztą skrajne nastroje towarzyszyły nie tylko polskim kibicom przed telewizorami, ale i samym podopiecznym Adama Nawałki.


Ci ostatni zaczęli w stylu „starej, dobrej Europy”. Przyjemnie oglądało się przyodziany w biało-czerwone szaty paneuropejski konglomerat multi-kulti: przedstawicieli ligi angielskiej, francuskiej, włoskiej, niemieckiej, niosących „piłkarskiej oświaty kaganek” w azjatyckie stepy. Krótko mówiąc: eksport najlepszych wartości - w tym przypadku futbolowych - Starego Kontynentu. Wszystko w białych rękawiczkach, z charakterystyczną dla „salonowców” wyrozumiałością dla ambitnych co prawda, ale wciąż tylko aspirujących do europejskiej elity rywali, którzy - poza podszczypywaniem i kopaniem po kostkach - niewiele mieli argumentów. „Nie ma z kim przegrać” - pomyśleliśmy niczym niejaki Donald Tusk w 2010 roku. I po 45 minutach gry rozsiedliśmy się wygodniej na miękkiej kanapie przed telewizorem, względnie - to akurat o naszych kadrowiczach - na nieco twardszych ławkach w szatni na Astana Arenie.


Kwadrans II połowy wystarczył jednak, by z dumnego Europejczyka - zwolennika związków partnerskich w życiu prywatnym i „tiki-taki” na boisku - przeobrazić się w radykalnego „wszech-Polaka”. Tym razem mowa przede wszystkim o samych zawodnikach, którzy - wyraźnie zdziwieni faktem, iż rywal śmie jeszcze podnosić głowę - sami zaczęli przejawiać instynkty nijak się mające do statusu wartych dziesiątki milionów gwiazd Bundesligi czy Serie A. Klasyczne „podduszanie” w wykonaniu Roberta Lewandowskiego czy „kopanie leżącego” autorstwa Kamila Glika wyczerpywało wręcz znamiona prowincjonalizmu. Z drugiej strony - wracamy znów do ambiwalentnych uczuć kibicowskich - stanowiło usprawiedliwiony wyraz frustracji faktem przymykania przez arbitra (Holender, ale o tureckich korzeniach - „ach, ci imigranci...”) oka na brutalizację meczu. Chyba wszystkim przed telewizorami przeleciała przez głowę staropolska maksyma: „chłop żywemu nie przepuści”!, której zastosowania życzyliśmy podopiecznym Nawałki po kolejnym bezczelnym skopaniu Kapustki, Milka, „Lewego”.


W starciu owej „europejskości” z „polactwem” wyszło na remis, bo... remis padł na murawie w Astanie. Szkoda, że we wspomnianej na wstępie polityce - tej rodzimej - takiego wyniku, jak remis, nie przewidziano; skazani w niej jesteśmy na nieustające koszenie równo z trawą....

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~łysy z dziaramiUżytkownik anonimowy
~łysy z dziarami :
No photo~łysy z dziaramiUżytkownik anonimowy
Ale słaby artykuł, pisany chyba na siłę. Dajcie jutro lepiej znać jak tam Dudek po badaniach a takie pseudo fachowe komentarze, bez większej wartości możecie sobie śmiało darować :)
6 wrz 16 21:09 | ocena:100%
Liczba głosów:2
0%
100%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~ViciUżytkownik anonimowy
~Vici
No photo~ViciUżytkownik anonimowy
do ~łysy z dziarami:
No photo~łysy z dziaramiUżytkownik anonimowy
6 wrz 16 21:09 użytkownik ~łysy z dziarami napisał
Ale słaby artykuł, pisany chyba na siłę. Dajcie jutro lepiej znać jak tam Dudek po badaniach a takie pseudo fachowe komentarze, bez większej wartości możecie sobie śmiało darować :)
a mnie się podoba. Kamil Glik jest maks chamem. Ja bym mu dał czerwoną kartkę natychmiast!
7 wrz 16 16:54 | ocena:100%
Liczba głosów:2
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii