Milczenie jest złotem

KGHM Zaglebie Lubin - Arka Gdynia
 fot. Tomasz Folta  /  źródło: Pressfocus

Tydzień wcześniej Leszek Ojrzyński - pytany o nieuczciwość Rafała Siemaszki przy bramce dającej Arce remis z Ruchem, nie zmilczał. - Wstyd to jest kraść - rzucił wtedy w odpowiedzi na pytanie o wstydliwe zagranie podopiecznego.

Nie zmilczał i w piątkowy późny wieczór w Lubinie. - Walczyliśmy o to, aby wszystko zależało od nas - rzucił na konferencji po meczu z Zagłębiem. - Najważniejszy był końcowy wynik, a sam mecz fantastycznie się dla nas ułożył, bo szybko strzeliliśmy dwa gole - rozwijał wątek, choć przecież... tak naprawdę wypadałoby tylko podziękować za to, że to już koniec sezonu i nie trzeba będzie odpowiadać na żadne inne pytania...

Spointował to zmyślnie - z właściwym sobie humorem - związany przecież emocjonalnie z Arką Bogusław Kaczmarek. - Być może trener powinien teraz udać się na pielgrzymkę. Czuwała nad nim Matka Boska... lubińska. I może ten mały żółto-niebieski aniołek, który tydzień temu podał rękę Siemaszce - mówił przekornie na antenie Polsatu szkoleniowiec, pokazując maleńką figurkę, ofiarowaną mu przez wnuczkę. - „Etapy przyjaźni” dobre były na koniec Wyścigu Pokoju. „Mecze przyjaźni” piłce szkodzą - dodawał.

To najpewniej nawiązanie do więzi łączących fanów Arki i Zagłębia. Ci ostatni swym ulubieńcom mieli dać jasno do zrozumienia, że nie powinni krzywdy gdynianom robić. W tym kontekście i Piotr Stokowiec też bezsensownie wyszedł przed szereg, deklarując po meczu: - Nie tak wyobrażaliśmy sobie to spotkanie...

Z tej samej kategorii