Probierz skuteczności reformy, czyli „To (nie) jest komedia”

Michał Probierz
 /  fot. Paweł Jaskółka  /  źródło: Pressfocus

Najpierw - nietypowo - dygresja. Zasada rozgrywek ligowych jest prosta i oczywista: mistrzostwo kraju zdobywa zespół, który w przekroju całego sezonu zdobędzie najwięcej punktów.

Tak jest do momentu, w którym za grzebanie przy systemie rozgrywek wezmą się spece od marketingu, a pieniądze okazują się ważniejsze od sportowej sprawiedliwości. Dziś Jagiellonii wystarczy zdobyć w pięciu ostatnich kolejkach dwa punkty więcej od Lecha, by w końcowej tabeli wyprzedzić „Kolejorza”, choć w przekroju całego sezonu będzie mieć tych „oczek” mniej. No ale nie takie cuda „Ekstraklasa” (SA) i PZPN widziały.

 

Inna rzecz, że kibice głosują nogami i widać wyraźnie, że w punktowej hucpie już się połapali, gremialnie dając wyraz swej dezaprobaty dla tych reguł. Zapowiadaliśmy 32. serię gier hasłem „Czekamy na 100 tysięcy widzów”. Stadiony w Poznaniu, Gdańsku i Wrocławiu w sumie mogą pomieścić ok. 130 tys. osób. W miniony weekend wypełniły się w 35 procentach...

 

I meritum: a może Jagiellonia na triumf w lidze - nawet jeśli miałby zostać osiągnięty z poczuciem punktowej niesprawiedliwości - po prostu zasługuje? Jedna z „domorosłych” teorii powiada, że mistrzostwo zdobywa się na boiskach rywali. Nieprzypadkowo białostoczanie są dziś jedynym zespołem ekstraklasy, który w tym sezonie wygrał na stadionie każdego z zespołów czołowej piątki tabeli. Nie; nie grają na nich pięknie; nie miażdżą swego rywala. Ich kartą atutową jest taktyka „podpuścić i skontrować”, i nie zamierzają tego kryć. Skoro przynosi efekty - czego się wstydzić?


Jagiellonii można (powinno się?) kibicować z jeszcze jednego powodu. W niedzielnym spotkaniu z Lechem przy Bułgarskiej - gdzie przecież trudno mówić o polu do eksperymentów - Michał Probierz w wyjściowym składzie pchnął do boju dziesięciu polskich zawodników! „Kolejorz” - ledwie pięciu. A przecież „zwiększenie liczby młodych (w domyśle: polskich - dop. red.) zawodników w rozgrywkach” jest jednym z głównych celów sportowych, przyświecających autorom reformy.

 

Paradoksalnie więc Michał Probierz, który o reformie mówi głośno „To jest komedia”, nie tylko najlepiej wpisuje się w jej zadania, ale także... może być jej największym beneficjentem. I... niech tak się stanie!

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~jaaaaaaaaaaaaUżytkownik anonimowy
~jaaaaaaaaaaaa :
No photo~jaaaaaaaaaaaaUżytkownik anonimowy
Pan Probierz? Auor komentarza? Ani nawet nie chce m się śledzić dokładnie, który. Obojętnie który - albo obaj: albo naiwnie uważają, albo świadomie manipulują, w każdym razie jakoś sugerują, że to źle, bo tylko 35 procentczy tysięcy kibiców przyszło. A na pewno sądzą, że przyszłoby te 100, gdyby Jagiellonia wg tego, co tak wychwalają, nie miała żadnych szans na przegonienie tego Lecha? Puknijcie się w głowę. Ci, co specjalizują się w robieniu sieczki w głowie zamiast rzetelnej edukacji, czyli "edukatorzy z PRLu" nawkładali ludziom w głowy jakiś fantom i fetysz pod nazwą "demokracja, równość, proporcjonalność". Owszem - równość w ludzkiej godności, ale na tym się kończy. Sprawiedliwość rozgrywek? Jest wtedy, gdy zgodnie z prawem się gra, nie przekabaca. Przy meczach o pietruszkę, gdy nic nie zagraża połowie co najmniej zespołów z 16tu a nie żadnemu z ośmiu - to na pewno byłyby to bardziej pasjonujące rozgrywki? Hm, może - pewnie dla piłkarzy swobodnie mogących sobie wtedy pogrywać z kibicami u booków, Na pewno wtedy byłoby trudniej o korupcję? Ludzie, nie dawajcie sobie mydlić oczu różnym mydłkom, NIemcom, czy nawet zasłużonym trenerom!
18 maja 15 20:16 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii