Trochę Ameryki w wydaniu lekko bulwarowym

Trening reprezentacji Polski
 źródło: Pressfocus

Można żałować, że kontrkandydatem Zbigniewa Bońka nie będzie ktoś bardziej wiarygodny. To sprawia, że dyskusji o problemach i przyszłości polskiej piłki w zasadzie nie słyszymy.

Jan Tomaszewski od kilku lat wypowiada się często i w zasadzie na wszystkie tematy. Raz bardziej, raz mniej rozsądnie, ale trudno nie przyznać mu racji, kiedy porównuje Józefa Wojciechowskiego do Donalda Trumpa. Nie dlatego, że jeden i drugi dorobił się dużej kasy - zachowując oczywiście odpowiednie proporcje - na nieruchomościach, a patrząc na obu panów - wygląd i zachowanie - można odnieść wrażenie, że mieli wspólnego przodka, ewentualnie nauczyciela. Jednym może taki styl odpowiadać, drugim mniej, ale trudno nie odnieść wrażenia, że obaj po prostu nie nadają się na stanowiska, które chcieliby objąć.

 

Można żałować, że kontrkandydatem Zbigniewa Bońka nie będzie ktoś bardziej wiarygodny. To sprawia, że dyskusji o problemach i przyszłości polskiej piłki w zasadzie nie słyszymy. Boniek nie jest idealny, ale jeżeli głównym argumentem drugiej strony jest jego paszport i sposób liczenia głosów, to trudno mówić o merytorycznej debacie. Dobrze, że Boniek przynajmniej trochę się spoci, choć jako były, wybitny sportowiec na pewno nie przypłaci tego zadyszką. Dobrze, że czołobitnych ukłonów nie złoży mu 100 procent delegatów, bo to zawsze rozleniwia. Źle, że podskórnie większość z obserwatorów przedwyborczych harców widzi po drugiej stronie wydmuszkę.

 

Wbrew pozorom piątkowy zjazd może być ciekawy i nie do końca rozpisany na role, czego przedsmakiem są przedwyborcze postulaty Ekstraklasy. W komplecie na pewno nie do zaakceptowania dla urzędującego prezesa. Interesujące będzie zachowanie przedstawicieli Górnego Śląska, regionu „przypadkiem” odwiedzonego kilka dni temu przez prezesa. Nie jest tajemnicą, że środowisko w najliczniejszym, choć już nie najsilniejszym okręgu nie do końca mówi jednym głosem. Każdy ma swoje racje, sympatie i interesy. Byłoby jednak dobrze, by delegaci z Katowic i okolicy nie wracali wieczornym pociągiem podzieleni i z pustymi rękami.

 

A propos rąk, Arkadiusz Malarz zapłaci 5 tysięcy złotych kary za podduszanie Dawida Kownackiego w doliczonym czasie gry meczu Legii z Lechem. Kara lekko śmieszna, więc nie dziwi dobry humor bramkarza Legii, który przepraszając, stwierdził „Dawid mógłby mieć jednak trochę więcej cojones i nie konfabulować, że go dusiłem, bo na filmie widać, jak celowo wiotczeje w rękach. (…) To trochę niemęskie”. Malarz tej jesieni już tyle razy nie potrafił złapać piłki lecącej do jego bramki, że pewnie uznał złapanie za szyję leżącego Kownackiego za sukces. Faktycznie, trzeba mieć cojones...

Z tej samej kategorii