Kasa na stole. Pastwienie się nad mistrzem nie ma sensu...

Legia i Lech rozpoczynają dziś walkę o prawo gry w fazie grupowej Ligi Europy. Bądźmy szczerzy, rozgrywek „skrojonych” pod rozmiar najlepszych polskich drużyn.

ONDREJ DUDA
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: FOCUSMEDIA

Na stole leży około 20 milionów złotych. To na „dzień dobry”, bo przyzwoicie grając można do tego sporo dorzucić. W europejskim futbolu takie kwoty na nikim nie robią dziś wielkiego wrażenia, tym bardziej, że trzeba tę liczbę podzielić przez dwa, ale zawsze lepiej tyle mieć niż nie mieć.

 

Legia i Lech rozpoczynają dziś walkę o prawo gry w fazie grupowej Ligi Europy. Bądźmy szczerzy, rozgrywek „skrojonych” pod rozmiar najlepszych polskich drużyn, a za takie są dziś uznawane wyżej wymienione, czego nie zmienia beznadziejny początek sezonu w wykonaniu mistrza Polski. Michel Platini zrobił wiele, by słabsze ligi „dobiły” się do Ligi Mistrzów. Może nawet za dużo, patrząc na późniejszy dorobek drużyn losowanych z ostatniego koszyka, ale co z tego, skoro dla nas to wciąż zbyt wysoki poziom. Liga Europy? Tutaj można powalczyć, nawet z sukcesami, tym bardziej, że jest w niej sporo drużyn, które grają w tych rozgrywkach jakby "za karę". Między innymi dlatego podniesiono finansową gratyfikację za udział i poszczególne mecze, by bardziej chciało się chcieć...

 

Rywale? Szału nie ma, choć podejrzewam, że dziś w Ługańsku i miejscowości Székesfehérvár myślą podobnie. Choćby na podstawie tego, co dwa kluby na „L” pokazały w miniony weekend. Legia przegrała na Okrzei. Fakt, że z aktualnym liderem, ale już sama świadomość, że przeciętny Piast może oddać dwa celne strzały i wygrać z klubem marzącym o zaistnieniu w Europie nie wystawia Legii najlepszego świadectwa. O bezradności Lecha w ostatnich tygodniach napisano już chyba wszystko, więc pastwienie się nad mistrzem nie ma sensu. Nadzieją „Kolejorza” na dobry wynik jest chyba tylko równie beznadziejna dyspozycja mistrza Węgier. Chociaż o tym też przekonamy się dopiero w bezpośredniej konfrontacji tych drużyn. Czyli dziś i za tydzień. Mecz zobaczą kibice Lecha, co teoretycznie powinno mistrzowi pomóc. Teoretycznie, bo jeżeli na boisku nie ma „mocy”, jakości i pomysłu na grę, to żaden doping tych braków nie zastąpi.

 

Swoją drogą będzie to szczególny wieczór dla Nemanji Nikolicia. Węgier na boisko wybiegnie w Kijowie w barwach Legii, ale trudno nie pamiętać, że trafił na Łazienkowską z Videotonu, dla którego strzelił sporo, bo 87 goli w 149 meczach. Na Bułgarskiej zagra wielu jego serdecznych kolegów. Nikolić raczej za Lecha kciuków trzymać nie będzie. Pozostali ligowcy? Pewnie tak, niekoniecznie z powodu wielkiej sympatii do klubów z Warszawy i z Poznania. Biorąc pod uwagę ogromny problem naszych klubów z łączeniem występów w lidze i pucharach, wszyscy wietrzą szansę na ogranie Legii i Lecha. Oby ją mieli.

Jak zakończy się walka polskich drużyn o fazę grupową Ligi Europy?

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~zenadaUżytkownik anonimowy
~zenada :
No photo~zenadaUżytkownik anonimowy
tragiczny tekst
20 sie 15 15:07 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii