Biedny sobie poradzi

Sędziowie, po ostatnich wydarzeniach z ich udziałem, będą dziś pod wnikliwą obserwacją. Przede wszystkim kibiców.

Paweł Gil
 fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

Na początek zagadka. Kto podczas meczu ekstraklasy będzie wykonywał swoją pracę pod największą presją? Kuciak, Tuszyński, Stilić, Skorża... Błąd. Będą to Jarosław Przybył z Kluczborka i Tomasz Kwiatkowski z... Warszawy. Trzy kropeczki nie są przypadkowe, bowiem ten pan poprowadzi mecz Jagiellonii z Wisłą. Jesteśmy dalecy od tego, by miejsce, z którego na mecz wybiera się arbiter, wpływało na ocenę jego fachowości jeszcze przed pierwszym gwizdkiem, ale czy naprawdę trzeba było kusić los?

Jagiellonia została w ostatnich czterech dniach skrzywdzona przez dwóch sędziów, co słusznie wzbudziło ogromny niesmak. Pewnie słowa „spisek” i „zmowa” są zbyt mocne, ale broni się teza, że sędziowie w trudnych i kontrowersyjnych momentach sprzyjają... bogatszym. Może zgodnie ze starym powiedzeniem: „Pomagaj bogatemu, biedny jakoś sobie poradzi...” Przecież to mająca ponad 100-milionowy budżet Legia ma większą szansę, by zaistnieć w Europie, może nawet w Lidze Mistrzów. Potencjał, rozstawienie, doświadczenie i takie tam różne... duperele.

Efekt jest jednak odwrotny od zamierzonego. Jeżeli Legia sięgnie po tytuł, to nie wiem, jak musiałaby zagrać w czterech pozostałych meczach, by jej mistrzostwa nie kojarzyć z „pomocą” Pawła Gila i Adama Lyczmańskiego. Ten drugi prowadził mecz Śląsk – Legia i zamiast odgwizdać ewidentny faul dla gospodarzy, uznał bramkę dla Legii. I nikt mi nie powie, że nie wpływa to na wizerunek całej ligi. W środę pewnie nie tylko Michał Probierz i jego piłkarze zastanawiali się, czy to wszystko ma sens. Oni na boisko oczywiście wyjdą, ale czy ileś tysięcy ludzi nie uzna, że może lepiej zostać w domu? Może tak być, skoro mecz Legii z „Jagą” przywołał najgorsze demony, które przez lata ściągały polski futbol w dół. Przerwanie meczu z powodu „kibolstwa” i wypaczony końcowy wynik. Dodajmy, że w sumie bardzo przeciętnego meczu.

Panu Kwiatkowskiemu więc nie zazdrościmy, choć trudno nie pamiętać, że – podobnie jak Gil i Lyczmański – zawodowym sędzią został z własnego wyboru i dostaje za wykonywaną pracę konkretne pieniądze. Zresztą sędziowanie meczów „Jagi” już do końca sezonu będzie piekielnie trudne. Jarosława Przybyła w sumie czeka to samo. Jak to zrobić, by nie być posądzonym o sprzyjanie Legii? W sumie szkoda, bo faktycznie można było w ostatnich 2-3 latach odnieść wrażenie, że panowie z gwizdkiem pracują coraz lepiej. Nawet Marcin Borski w tym sezonie robi to dobrze, co jeszcze kilka lat temu zabrzmiałoby jak żart.

Jeszcze zdanie o młodym człowieku, który najbardziej eksplodował w środowy wieczór. Wierzę, że nikomu nie przyjdzie do głowy ukaranie Bartłomieja Drągowskiego, 18-letniego bramkarza, który zachował się jak każdy oszukany przez świat dorosłych nastolatek. Rozmowy z ojcem i Probierzem powinny wystarczyć. I nie zdziwię się, gdyby wydarzenia z Łazienkowskiej przyśpieszyły jego decyzję o wyjeździe z polskiej ligi, co oczywiście nie znaczy, że „gdzieś tam” na pewno jest idealnie. Pamiętam jednak Jerzego Dudka mówiącego: „Dobrze się stało, że krótko grałem w polskiej lidze i wyjechałem do Holandii. Wiele rzeczy mnie ominęło...” W poniedziałek minie 10 lat od wygrania przez niego Ligi Mistrzów.

Z tej samej kategorii