Legia się cieszy, Legia się tłumaczy...

Legia Warszawa kibice
 fot. Paweł Jaskółka  /  źródło: Pressfocus

Cztery gole strzelone Piastowi znalazły się w cieniu transparentu wywieszonego na „Żylecie”.


Po kilku słabszych meczach – z finałem Pucharu Polski włącznie – Legia w niedzielę pokazała Piastowi miejsce w szeregu. A była to jedyna drużyna zdolna w tym sezonie dotrzymać jedenastce z Warszawy kroku. Do końca zostały jeszcze dwa mecze i absolutnie nie można przesądzać końca rywalizacji o tytuł – Legia może przecież przegrać w Gdańsku, a Piast może wygrać w Chorzowie, gdzie ostatnio wygrywa każdy tylko nie Ruch – ale po 35 kolejach najlepsza jest drużyna Stanisława Czerczesowa.
A jednak dziś cztery gole strzelone Piastowi znalazły się w cieniu transparentu wywieszonego na „Żylecie”. „KOD, Nowoczesna, GW, Lis, Olejnik i inne ladacznice - dla was nie będzie gwizdów, będą szubienice”. Treść? Haniebna i wymagająca interwencji prokuratury. Długość? Dobre 40 metrów, co już powinno być pretekstem do tego, by człowiek odpowiedzialny za bezpieczeństwo na Łazienkowskiej w najlepszym wypadku został wezwany na „dywanik”. Tego nie dało się wnieść w plecaku czy namalować w „kiblu” na stadionie. Dobrze, że Legia wczoraj przeprosiła. Szkoda, że w niedzielę nie chciała widzieć i wiedzieć.
Wiedzieliśmy od dawna, że zła jest policja, że źli są uchodźcy... Teraz przekroczona została kolejna cienka granica, wyjątkowo niebezpieczna, bo w ciemno można założyć, że na Łazienkowskiej treścią grafomańskich popisów zbulwersowana i zniesmaczona była spora - mam nadzieję - zdecydowana większość kibiców z „L” na koszulce, choć może siedząca w nieco innych sektorach. O tym, że wojna polsko-polska trwa wiedzieliśmy bez wywieszania prześcieradeł na Łazienkowskiej. Do niedzieli jednak nigdy w tak jawny, bezczelny i chamski sposób nie trafiła ona na piłkarskie stadiony.
Można mieć do UEFA i FIFA sporo uwag, bo nie są instytucje ludzi świętych i nieomylnych, ale w jednym mieli i mają rację – sport, w tym wypadku piłka musi być jak najdalej do polityki. - Dramat... Kompletnie nie akceptuję tego typu zachowań. Stadion to nie jest miejsce na wyrażanie poglądów politycznych. A ten transparent wykraczał nawet poza te granice - nawoływał do przemocy. Nie akceptujemy, nie rozumiemy i odcinamy się od ludzi, którzy w taki sposób chcą na Legii zaistnieć – to Dariusz Mioduski, właściciel Legii. To ważny i mocny głos, pytanie co dalej?
Przy okazji, pamiętam pierwszą kolejkę ligową po wyborach do sejmu w 1989 roku, kiedy obóz Solidarności „wymiótł” z Senatu rządzących. Kibice, wcale nie święci, na meczach śpiewali „Solidarność, Solidarność”. Wtedy czuło się dumę. Gdzie dziś ona jest? Minęło ćwierć wieku i wypada czuć zażenowanie. Pozostaje tylko nadzieja, że był to jednorazowy incydent kilku nawiedzonych „patriotów”, na który nie będzie cichego przyzwolenia. Bo wtedy na szubienicy zawiśnie polska piłka. Może daleka od ideału, ale na pewno niezasługująca na taki koniec.

Z tej samej kategorii