Pokazał, kto tu rządzi. To byłaby informacja miesiąca

ZMIANA ADAM NAWALKA TRENER HEAD COACH JAKUB BLASZCZYKOWSKI
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Wczorajsze powołania wysłane przez Adama Nawałkę na eliminacyjny mecz z Gruzją przypomniały nam wszystkim, że na deser piłkarskiej wiosny czeka nas jeszcze jeden ważny mecz.

Można było zapomnieć. Europejskie puchary, finały zagranicznych lig, w końcu rodzima ekstraklasa, w której na żadne z ważnych pytań nie znamy jeszcze odpowiedzi, co rekompensuje przeciętny poziom i – co musi martwić – mnóstwo pustych miejsc na trybunach. Może najbliższy weekend będzie pod tym względem nieco inny. Gra w Poznaniu Lech, gra w Warszawie Legia, w dodatku z Wisłą. Można śmiało zapytać, jak nie teraz, to kiedy...

 

To akurat wiemy. Wspomniany mecz z Gruzją powinien obejrzeć komplet. Kadra ostatnio "sprzedaje" się dobrze, ale warto pamiętać, że choć wciąż jesteśmy liderem grupy, w której grają mistrzowie świata, to poza najbliższym rywalem nie wygraliśmy od spotkania z Niemcami żadnego meczu o punkty. W połowie czerwca też nie będzie łatwo. Adam Nawałka to urodzony optymista. I dobrze, bo w sporcie bez tej cechy trudno o sukces. Selekcjoner nie widzi problemu w kalendarzu, który oznacza, że taki Robert Lewandowski od meczu z Mainz – Bayer rozegrał go w sobotę – będzie musiał czekać trzy tygodnie, by założyć biało-czerwoną koszulkę. Sam „Lewy” mówi zresztą, że jest to termin... trudny. I ma rację. Jedni wybici z rytmu, inni zmęczeni, kolejni "zakręceni" - w końcu będzie to również czas zmiany klubów i podpisywania nowych kontraktów. A to naprawdę potrafi rozkojarzyć.

 

O tym, że Kuba Błaszczykowski wraca do kadry, wiemy mniej więcej od tygodnia. Jeszcze kilka miesięcy temu ta informacja byłaby wydarzeniem miesiąca. Tym razem Kuba znalazł się w cieniu choćby Pawła Gila. To ten sędzia, którego za podyktowanie karnego dla Legii w meczu z "Jagą" dobrze ocenili tylko fani Legii i Zbigniew Boniek. Im bliżej będzie jednak meczu, tym bardziej Kuba wyjdzie na plan pierwszy. Wraca, choć od kilku tygodni nie gra, bo leczy kontuzję. Do Irlandii nie pojechał, a przecież był zdrowy. Wtedy grał jednak „tylko” po 30-40 minut, co oficjalnie było powodem jego absencji. Prawo selekcjonera, choć trudno nie odnieść wrażenia, że w tym wszystkim chodziło głównie o to, by pokazać, kto tutaj rządzi.

 

Kuba więc jest, choć jeżeli nie zagra w finale Pucharu Niemiec, to przyjedzie na zgrupowanie 40 dni po ostatnim występie w lidze. Mimo wszystko sporo. Ale też nie martwy się na zapas. Przy wielu znakach zapytania akurat z Gruzją powinno być "z górki" niezależnie od tego, czy "Lewy" wypocznie, a Kuba złapie rytm gry. Dlatego kadrę na razie leciutko odstawiamy na bok i koncentrujemy się na tym, co jutro wydarzy się na "Narodowym". W końcu Polak może w Polsce wygrać Ligę Europy. Dziesięć lat temu brzmiałoby jak sen pijanego optymisty, a dziś... Wystarczy poczekać 24 godziny.

Czy Polska awansuje do ME we Francji?
Z tej samej kategorii