Jak słoń do słońca, czyli co nas czeka w 35. kolejce ligi

MECZ LEGIA WARSZAWA - PIAST GLIWICE
 źródło: Pressfocus

Szymon Marciniak trzeci raz w tym sezonie poprowadzi mecz Legii z Piastem.

Był kiedyś film „Pechowiec”. Francuska komedia sprzed 35 lat o gościu, któremu nic w życiu nie wychodziło. W roli głównej grał nieco zapomniany dziś Pierre Richard. Nie chcę porównywać go do Roberta Podolińskiego, a coś jest na rzeczy, skoro od miesiąca trenerowi Podbeskidzia i jego piłkarzom nie wychodzi nic. W Zabrzu sami strzeli sobie gola, w Białymstoku w zasadzie też. W dodatku trzeciego stracili, kiedy do końca meczu zostały sekundy. Gdyby w takiej formie, w jakiej dziś są „górale”, był Janosik i jego załoga, to bogaci składaliby się, by nie umarli z głodu.
Jakby pecha było mało, z każdym meczem przybywa wykartkowanych i kontuzjowanych. To swego rodzaju prawidłowość, dotycząca nie tylko Podbeskidzia – zwykle im gorsze wyniki, tym więcej nieobecnych. Jakoś bardziej wtedy boli...
Po drugiej stronie wyjdzie dziś Marcin Brosz, który dzięki zwycięstwu z Wisłą jest w komfortowej sytuacji. Czy to Korona będzie w najbliższych dniach rozdawać karty? Brosz sześć lat temu trenował Podbeskidzie, a jako piłkarz grał w lidze tylko w Górniku Zabrze. To dwaj najbliżsi rywale kielczan. Dla ich trenera będą to więc mecze szczególne, a już dziś trzeba Broszowi oddać, że zrobił coś z niczego. Jak żaden inny trener w lidze. W lipcu ubiegłego roku w Koronie nie było piłkarzy, kasy i perspektyw.
W grupie spadkowej każdy mecz jest ważny. Może poza starciem Wisły z Jagiellonią. Akurat ten duet może już myśleć o kolejnym sezonie. Co innego dwa kluby ze słowem „Górnik” w nazwie - chcesz poznać sytuację polskiego górnictwa, spójrz w tabelę. A jednak i w Łęcznej, i w Zabrzu zaświeciło ostatnio słońce. W sobotę przekonamy się komu szybciej zajdzie.
Grupa mistrzowska? Ruch na boisku nie wygrywa, ale wczoraj zdobył coś więcej niż trzy punkty, bo tak trzeba traktować gwarancję pożyczki z miejskiej kasy. Co dalej? To pytanie, warte więcej niż 12 milionów, wciąż jest bez odpowiedzi, bo o żadnym pomyśle, który w najbliższych latach mógłby wyprowadzić klub z Cichej na prostą nie słychać.
Lech gra już o nic. Po prostu wypada mistrzowi Polski dograć przegrany – sportowo i wizerunkowo - sezon. Dlatego to Cracovia będzie w niedzielę zdecydowanym faworytem. Pogoń walczy z Lubinem o puchary, a Legia z Piastem o mistrza. Ten mecz zostawiliśmy oczywiście na deser. Oby lepszy i mniej wybuchowy od finału Pucharu Polski. Maciej Sawicki, sekretarz generalny PZPN, palnął ostatnio, że mimo... incydentów, meczu na „narodowym” zazdrościli nam Hiszpanie i Niemcy.
Przypomnę tylko, że finałowe mecze w Berlinie ogląda zawsze ponad 70000 ludzi, mecze trwają ponad dwie godziny tylko w wypadku dogrywek, a poziom sportowy ma się do wtorkowego „gniota” jak słoń do słońca i... Wystarczy. Oby w niedzielę był lepiej. Na boisku i na trybunach. Arbitrem meczu będzie Szymon Marciniak, który prowadził niedawny finał pucharu kraju oraz... oba wcześniejsze mecze Legii z Piastem w tym sezonie. Legia żadnego z tych ostatnich nie wygrała (1:2, 1:1), więc Piast może jechać do stolicy bez kompleksów. W końcu to tylko sport.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
~Janek :
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
Liga jest marna sędziowie też to dali sędzie który spokojnie ustawi wynik meczu!
6 maja 16 15:01
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii