Popyt na napastników jest w Polsce wielki; dużo większy niż podaż

Martin Neszpor już w koszulce Zagłębia Lubin.
 /  fot. Tomasz Folta  /  źródło: Pressfocus

Martin Neszpor nie przebił się do składu Sparty Praga, a w Polsce przebierał w ofertach.


Martin Neszpor wraca na boisko. Bez niego Piast Gliwice pewnie nie zostałby dwa miesiące temu wicemistrzem Polski. Zachwycali się koledzy, chwalili Czecha trenerzy, obrońcy często rozkładali ręce, a ten latem karnie wrócił do Sparty Praga, by walczyć o miejsce w składzie drużyny z tego pięknego miasta. Nie udało się, Neszpor nie przebił się do osiemnastki, a dziś głośno mówi, że w Sparcie jest taka konkurencja, że był bez większych szans na grę. Nad Wisłą przebierał w ofertach, ostatecznie wybrał Zagłębie. Fakt, to my mamy klub w Lidze Mistrzów, do której mistrz Czech nie awansował, i to my byliśmy o krok od awansu do grona czterech najlepszych drużyn Starego Kontynentu. Czesi na turnieju we Francji nie wyszli z grupy. Przykład Neszpora pokazuje jednak, że dobrze nie jest. A Jose Kante, który miał ratować Górnika przed spadkiem? A Eduards Visnakovs, który wrócił do Ruchu? Może kilka goli jeszcze strzeli, ale poziomu naszej ligi na pewno nie podniesie. Nie on jednak pierwszy, nie jedyny i nie ostatni.
Łotysz w niedzielę na boisko jeszcze nie wyjdzie, Legię będzie chciał w niedzielę postraszyć Jakub Arak, który urodził się w Warszawie, na Łazienkowską trafił w wieku 10 lat i „L” ma w sercu. Oby to on był na Cichej napastnikiem pierwszego wyboru i szczerze życzymy chłopakowi, by przyćmił Nemanję Nikolicia. W ostatnich tygodniach nie jest to trudne.
Tymczasem wczoraj Wisła Kraków pierwszy raz zagrała ligowy mecz po kolejnej zmianie właściciela. Gorzej niż było pewnie nie będzie. Ale też nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak będzie. Panią prezes Marzenę Sarapatę wypada oczywiście serdecznie przywitać na ligowym pokładzie, choć informacja, że reprezentowała Pawła M., pseud. „Misiek”, w procesie o naruszenie jego dobrego imienia, który zresztą został przegrany, raczej nie ułatwi jej entuzjastycznego wejścia na futbolowe salony. Jeżeli ktoś pamięta rzut nożem z trybun w Dino Baggio podczas meczu „Białej gwiazdy” z Parmą, po którym UEFA wyrzuciła Wisłę z pucharów, to wie, o co chodzi. Co nie znaczy, że nie życzymy powodzenia. Silna i dobrze zarządzana Wisła to zawsze wartość dodana w naszej lidze. Każdemu trzeba dać czas i szansę. Oby tylko jedynym pomysłem na ratowanie sytuacji nie była sprzedaż Krzysztofa Mączyńskiego, który ponoć jeszcze przed zamknięciem „okienka” transferowego ma opuścić Kraków.

Z tej samej kategorii