Polska też dziękuje Kloppowi

Juergen Klopp
 źródło: AFP

Odejście Juergena Kloppa z Borussii Dortmund jest też końcem pewnej epoki w polskiej piłce nożnej.

Gdyby wskazać trenera, który w ostatniej dekadzie najbardziej wpłynął na rozwój polskich piłkarzy, to wybór tylko pozornie byłby trudny. Ten ranking bezapelacyjnie i w cuglach wygrywa urodzony w Stuttgarcie, 48-letni dziś... Juergen Klopp. Dlatego decyzja o jego rozstaniu z Dortmundem zajmuje sporo miejsca nie tylko w Sporcie, ale w każdej innej, niekoniecznie sportowej gazecie w Polsce.

 

W końcu to on z trzech dobrych piłkarzy, choć mających papiery na coś więcej niż solidny europejski poziom, zrobił grajków jeżeli nie wybitnych - choć w skali klubowej powoli możemy tak mówić o Robercie Lewandowskim - to na pewno bardzo dobrych, rozpoznawalnych i szanowanych w Europie, a może i w świecie, ze wskazaniem właśnie na Lewego.

 

Był pierwszym trenerem wielkiego europejskiego klubu, który uznał, że w wyjściowej jedenastce warto postawić na trzech biało-czerwonych i osiągnąć z nimi sukcesy. Sam sprowadził ich - poza Kubą Błaszczykowskim - do Dortmundu, podniósł poziom sportowy i mentalny, co sprawiło, że oni i my nie mieliśmy kompleksów, kiedy Borussia w szczytowym okresie grała wspaniałe i zwycięskie mecze z mocarzami. Oczywiście nie można przesądzać, że Lewandowski nie wszedłby na równie wysoki poziom bez czterech lat pracy z Kloppem, ale przecież to właśnie ten trener kupił go z Lecha, a po nieudanym - jak szybko o tym zapominamy - pierwszym sezonie w Dortmundzie postawił na obecnego kapitana polskiej reprezentacji, za co Lewandowski odwdzięczył się między innymi koroną króla strzelców i czterema golami strzelonymi Realowi. Przeżyliśmy dzięki Kloppowi niezapomniane chwile, które nie dość, że spełniały nasze ambicje i leczyły kompleksy, to jeszcze przyniosły mnóstwo wrażeń estetycznych i wymiernych sukcesów naszych piłkarzy.

 

Paradoksalnie stał się też Klopp przekleństwem dwóch selekcjonerów polskiej reprezentacji. Franciszek Smuda i Waldemar Fornalik w sumie cztery lata słyszeli, że mając trzech wybitnych piłkarzy wybitnego w tym czasie klubu - nikt przed nimi w tak, pozornie komfortowej sytuacji nie był - nie są w stanie wykorzystać ich potencjału dla drużyny narodowej.

 

Przykład Kloppa pokazuje, że nic nie trwa wiecznie, choć wydawało się, że akurat ten związek jest jak małżeństwo - póki śmierć nas nie rozłączy... Nie, w futbolu takiego pojęcia nie ma. Prędzej czy później odchodzi każdy, raz z bardziej, raz z mniej podniesioną głową. Niech jednak przykład Kloppa i BVB będzie lekcją także dla naszych działaczy i trenerów. Niemiec początek miał w Dortmundzie nijaki - na pierwsze 24 mecze mecze tylko siedem wygrał. A jednak zaufano mu i z przeciętniaka zrobił produkt najwyższej marki. Ale nie byłoby finalnego efektu, gdyby nie jego pasja, wizja, charyzma... Wymieniać można długo. I tego życzymy wszystkim polskim szkoleniowcom, nawet jeżeli nie każdemu będzie w dniu ogłoszenia decyzji o odejściu przyćmić Bayern i Barcelonę. Czapki z głów przed Juergenem.

Z tej samej kategorii