Gdyby przegrali z Francją, graliby już dzisiaj

Michał Jurecki i Krzysztof Lijewski - nasze podpory.
 /  fot. z  /  źródło: Pressfocus

Mało kto zakładał taki scenariusz, że reprezentacja Polski zajmie w grupie EHF Euro 2016 pierwsze miejsce.

Drugi z grupy A kontra trzeci z grupy B - taki mecz w terminarzu mistrzostw zaplanowano na dzisiejszy wieczór. Tak z ręką na sercu, ilu z nas zakładało, że na boisko kolejny raz wyjdą biało-czerwoni? Dziewięciu na dziesięciu? Jeżeli się mylę, to nieznacznie. Zawsze znajdą się niepoprawni optymiści, nie każdy musi się też orientować w geografii europejskiej piłki ręcznej.

 

A jednak zagra w tym meczu Francja, zapewne wciąż najlepsza drużyna świata, ale na trwającym turnieju drugi zespół „naszej” grupy. Gospodarz ma swoje prawa, drabinka mistrzostw została tak ułożona, by Polacy na hegemona nie mogli trafić w półfinale. Ewentualna przegrana w grupie nie miałaby przecież wielkich konsekwencji, za to w meczu o awans do finału, jak najbardziej. Hiszpania czy Dania to jednak nie ten rozmiar kapelusza - przynajmniej na „papierze”, choć wydarzenia ostatnich dni nakazują ten papier złożyć i odłożyć. Ale wygraliśmy, po wielkim meczu i bez przysłowiowych „5 procent” pomocy sędziów dla gospodarzy dużych turniejów. To też ważne, bo nie pozostawia wątpliwości, że ta drużyna ma moc i nie potrzebuje żadnej „pomocy”.

 

Jeszcze cieszyć się wielkim zwycięstwem czy jednak odhaczyć i patrzeć to przodu, skoro przed biało-czerwonymi jeszcze trzy mecze z drużynami grupy „katowickiej”. Tylko pozornie łatwiejsze. Tym bardziej, że po tym, co widzieliśmy we wtorek, to Polacy w każdym z nich będą faworytem. A to nigdy nie jest wdzięczna rola.

 

Cieszyć się trzeba. Wynik, przebieg meczu, jego otoczka... Zapamiętamy to na lata. Wtorek jednak już był, a zachowanie Michaela Bieglera sugeruje, że wygrane „po drodze”, nawet z mistrzami świata, średnio go interesują. Liczy się tylko data 31 stycznia, godzina 17.30, czyli finał.

 

Tydzień temu bardzo odległy, ale dziś? Trzeba trochę schłodzić głowy. Trochę, bo skoro na parkiet wychodzą zawodnicy trzeciej klubowej drużyny Europy w towarzystwie obrotowego Barcelony, to dlaczego ma się nie udać?

Z tej samej kategorii