Kara i nadzieja

Kuba Błaszczykowski
 fot. Paweł Jaskółka  /  źródło: Pressfocus

9 lat temu Jakub Błaszczykowski i Dariusz Dudka zagrali w Wiśle w meczu z Blackburn. Dziś w LE mogą wystąpić przeciwko sobie.

W poniedziałek minęło dziewięć lat od meczu Blackburn Rovers - Wisła Kraków. Dziś zapewne mało kto pamięta, że takie spotkanie w ogóle się odbyło. Może Mauro Cantoro, który strzelił wtedy gola na 1:0. Wygrali jednak Anglicy (2:1), strzelając decydującą bramkę w 89 minucie. Przypominamy to spotkanie tylko dlatego, że w obronie mistrzów Polski wyszedł wtedy na boisko Dariusz Dudka, a w drugiej linii Jakub Błaszczykowski. Dziś obaj mogą zagrać przeciwko sobie na stadionie we Florencji w meczu fazy grupowej Ligi Europy. Kluby zmienili latem. Różnica jest taka, że Kuba trafił do drużyny, która gra ostatnio wybornie, w czym Polak na pewno jej pomógł.

 

Dudka? Lech dołuje, w czym były wiślak ma swój udział. Póki co jest jednym z kandydatów do transferowych niewypałów lata, jak zresztą większość piłkarzy sprowadzonych do Poznania przez Macieja Skorżę. Do tego grona śmiało można też zaliczyć Macieja Gajosa. Jego Błaszczykowski też dobrze zna. W końcu wujek, czyli Jerzy Brzęczek, z dobrym skutkiem uczył pomocnika Lecha dorosłej piłki w Rakowie Częstochowa.


Niestety, nie zagra we Florencji Karol Linetty, którego z racji wieku i skali talentu można porównać do Błaszczykowskiego sprzed dekady. Linetty pauzuje za kartki. Szkoda, bo gdzie i kiedy sam Linetty, Jan Urban, Adam Nawałka, ale też kibice mają zweryfikować, czy chłopak jest już gotowy, by wejść na kolejny szczebel nieźle zapowiadającej się kariery.


Urban ze smutkiem mówi, że nie widać tego, by Poznań żył Ligą Europy, a brak w kadrze kontuzjowanych (?) Szymona Pawłowskiego i Paulusa Arajuuriego świadczy o tym, że te rozgrywki „Kolejorz” w zasadzie już odpuścił. To dlatego może zagrać siedzący ostatnio na ławie Dudka. Ważniejsza jest liga, tym bardziej, że w niedzielę przyjdzie Lechowi zagrać na Łazienkowskiej. Dla Urbana będzie to mecz szczególny, dla Lecha też. Jak wstawać z kolan, to właśnie w takich spotkaniach. Tym bardziej, że Legia też będzie po meczu pucharowym. Kilka dni temu Stanisław Czerczesow w sposób wymarzony zadebiutował na ławce drużyny z Warszawy, choć nie brak opinii, że gdyby to Lech miał niejakiego Nemanję Nikolicia w składzie, a nie Legia, to dziś tabela wyglądałaby inaczej.


Urban zagra więc „za karę” składem dalekim od optymalnego - jeżeli w Lechu coś takiego w ogóle istnieje. W tym czasie Czerczesow przeciwko Belgom wystawi wszystko to, co ma dziś najlepszego. O ile bowiem czwartkowe mecze dla obu klubów są ostatnią nadzieją na podtrzymanie szans wyjścia z grupy, to patrząc na klasę rywala i kalendarz kolejnych gier, w wypadku Legii jest ta nadzieja zdecydowanie większa. Kto lepiej na tym wyszedł, przekonamy się w... niedzielę.

Więcej na temat:z drugiej strony
Z tej samej kategorii