Komentarz po lidze: Lech zachował się jak prawdziwy mistrz

Marcin Robak
 fot. Wojciech Włoch  /  źródło: Pressfocus

Lech szanuje kibiców i wie, że zawodowy, zdrowy piłkarz może grać w sierpniu co cztery dni. "Kolejorz" zagrał jak mistrz.

 

I bądź tu mądry... Ruch grał „piach” z Łęczną, by po tygodniu wypunktować chwalony po premierowym meczu z Termalicą Piast. Fakt, poziom derbów miał temperaturę odwrotnie proporcjonalną do tej, która panowała w piątek na Cichej, ale akurat dla Waldemara Fornalika, jego piłkarzy i kibiców to wiadomość drugorzędna. Na wszelkie oceny wciąż jest oczywiście zbyt wcześnie, ale okazało się, że bez Kuświka, Starzyńskiego i Helika też można wygrywać, w dodatku nie tracąc gola. Byli już tacy, którzy mocno w to wątpili.


A co z tymi, którzy w kieleckiej Koronie widzieli „chłopca do bicia”? Marcin Brosz przed sezonem, w prywatnej rozmowie zapytany o skład, powiedział: - Bramkarzy to mam bardzo dobrych, a na pozostałych pozycjach... Tutaj tylko się uśmiechnął i dodał, że ma jeszcze trochę czasu, więc będzie dobrze. Dobrze? Jest doskonale! Korona mistrzem nie będzie, puchary też jej raczej nie grożą, ale sześć „oczek” na tym etapie to dorobek, o którym w kilku bogatszych, a więc lepszych klubach dziś tylko marzą. Choćby w Gdańsku, bo nazwanie początku sezonu falstartem w wykonaniu Lechii jest określeniem łagodnym.

 

Jednak za sobotni mecz przede wszystkim należy się naprawdę duży plus Lechowi. Niby wygranie meczu na własnym boisku przez mistrza kraju to żadne wydarzenie, tylko zaś... obowiązek.  Ale... Lech miał na koncie porażkę w pierwszej kolejce. Lech stracił prowadzenie i zamiast w końcówce kontrolować wynik, myśląc powoli o meczu z FC Basel, musiał wykonać naprawdę kawał solidnej roboty, by zdobyć trzy punkty. Akcja na wagę zwycięstwa? Nawet biorąc poprawkę na wartość polskiej ligi, była na poziomie „europejskim”. W doliczonym czasie gry i pod presją... To naprawdę nie jest takie proste.


W końcu jednak rzecz najważniejsza. Mając w perspektywie może najważniejszy dwumecz w najnowszej historii klubu, Maciej Skorża nie kalkulował. A przecież porównania do sytuacji sprzed roku nasuwają się same. Być może Skorża zdaje sobie sprawę, że Legia wtedy – na własne życzenie – straciła kilka punktów, których potem zabrakło jej do mistrzostwa. Być może Lech nie ma „drugiej” jedenastki, którą przynajmniej na papierze chwalił się Henning Berg. Być może trener „Kolejorza” uznał, że nie ma sensu się wygłupiać, skoro i tak wielkim faworytem dwumeczu będzie mistrz Szwajcarii. A być może Lech po prostu szanuje swoich kibiców i wie, że zawodowy, zdrowy piłkarz może grać w sierpniu co cztery dni, a każdy mecz na początku sezonu tylko dodaje pewności siebie. Przekonamy się za kilka dni. Jedno jest pewne – za takiego Lecha na pewno sporo fanów będzie trzymało kciuki. Nie tylko w Wielkopolsce.

Z tej samej kategorii