Najpierw ludzie, potem pieniądze

Dariusz Smagorowicz - były i Janusz Paterman - nowy prezes Ruchu.
 /  fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Stery na Cichej przejął Janusz Paterman - człowiek, którego kilka procent krwi pewnie ma niebieski kolor.


Ruch Chorzów ma nowego prezesa. Nowego tylko z nazwy, bo stery na Cichej przejął człowiek, którego kilka procent krwi pewnie ma niebieski kolor. Z klubem związany jest w zasadzie od zawsze, przez lat był w jego władzach, nie do końca zgadzając się z wizją funkcjonowania Ruchu pod rządami poprzedników. Dziś Janusz Paterman na konferencji prasowej opowie o swojej wizji prowadzenia klubu, choć już we wczorajszym oświadczeniu można było przeczytać, że „wielką historię budują przede wszystkim ludzie, a dopiero na drugim miejscu są pieniądze”.
Brzmi pięknie, tylko rzeczywistość jest nieco bardziej przyziemna. Szczególnie kiedy dług sięga ponad 40 milionów złotych. Prezes dodaje: - Dziś jest czas, aby wspólnie zadbać o tradycję, która jest największą wartością tego klubu. Ważne, by zebrać wokół Ruchu osoby, które go kochają i stworzą zgraną ekipę...
Czy to znaczy, że tak nie było? Faktem jest, że w Chorzowie pewien układ funkcjonowania klubu się wyczerpał. I to nie kilka tygodni temu. Przełom pamiętnej sesji rady miejskiej, kiedy Dariusz Smagorowicz za bardzo wysoką cenę wysłuchania opinii radnych na temat własnych kompetencji dostał obietnicę miejskiej pożyczki. Teraz chodzi o to, by nie skończyło się na mieszaniu herbaty w... drugą stronę. Jeżeli bowiem nie będzie cukru, to słodsza nie będzie. Akurat właściciel grupy Cafe Chopin coś na ten temat powinien wiedzieć. Swoja drogą, wielki kompozytor tworzył skoczne mazurki, ale też jednym z jego największych arcydzieł jest Sonata nr 2 b-moll, inaczej zwana „Marszem żałobnym”. Melodia chwyta za serce, ale prowadzenia klubu w jej rytmie prezesowi zdecydowanie nie życzymy.
Odnotujmy jeszcze dwa ważne wydarzenia, których bohaterami byli wczoraj reprezentanci Polski. Kuba Błaszczykowski oficjalnie został „Wilkiem”, a Arkadiusz Milik pokazał się kibicom w Neapolu, gdzie wybrał koszulkę z numerem 99. Z taką grał kilka lat temu w Zabrzu i widać ma do niej sentyment. Oby tylko tak długo nie czekał w Napoli na premierowe trafienie, bo nie każdy jest tak cierpliwy jak Adam Nawałka. A Kuba? Za niego zawsze trzymamy kciuki. Transfer Błaszczykowskiego pokazuje jednak, że dziś to nie wielkie imprezy piłkarskie kreują rynek transferowy. Gdyby tak było, pewnie Thomas Tuchel po Euro 2016 zastanowiłby się czy rezygnować z Polaka. Tymczasem ściągnął do klubu rezerwowego i bezbarwnego w barwach reprezentacji Niemiec Andre Schuerrle. Ale nic na siłę, graj tam gdzie cię chcą. Kuba odchodzi z Dortmundu z bardzo wysoko podniesioną głową i pewnie zawsze będzie witany na Signal Iduna Park brawami na stojąco. Nawet jeżeli przy okazji nieźle „ugryzie”. Jak na prawdziwego Wilka przystało.

Z tej samej kategorii