To nie ten słowik

Jakub Slowik
 fot. Michał Stańczyk  /  źródło: Cyfrasport

Ktoś powie, że to sport, czyli błędy były, są i będą. Niektóre są jednak trudne do racjonalnego wytłumaczenia.

Chcesz oglądać polską ligę z wypiekami na twarzy, zastanawiając się czy warto na chwilę wyskoczyć do kuchni, bo może minąć cię coś ciekawego? Szukaj w zestawie par meczu z udziałem Ruchu Chorzów. Tak przynajmniej można podsumować ostatni tydzień w wykonaniu „Niebieskich”. Najpierw szalony mecz z Cracovią i przegrana 2:3, teraz jeszcze bardziej szalony w Szczecinie i wygrana 3:2. Jak tu nie wierzyć, że suma pecha i szczęścia równa się zeru?


W wypadku Ruchu, w wypadku Mariusza Stępińskiego... Najpierw nie wykorzystał rzutu karnego, potem jednak - w kluczowym momencie spotkania - wykorzystał (wiel)błąd Jakuba Słowika, który chyba zapomniał, że nie ma nic wspólnego z popularnym, pięknie śpiewającym ptakiem z rodziny muchołówkowatych, czyli nie jest w Polsce objęty ścisłą ochroną.
Można sobie tylko wyobrazić, co pomyślał wtedy Czesław Michniewicz, w końcu były bramkarz, który uznał, że to Słowik będzie numerem jeden w bramce „portowców”. Ktoś powie, że to sport, czyli błędy były, są i będą. Niektóre są jednak trudne do racjonalnego wytłumaczenia.


Słowik ma to szczęście, że broni w klubie, który miejsca w górnej ósemce może być w zasadzie pewny, a nie w Śląsku Wrocław, bo tam po podobnym kiksie mógłby stracić nie tylko koszulkę, ale wszystkie piórka... Można oczywiście żartować, ale problem jest. Franciszek Smuda lżony w Krakowie rezygnuje z pracy w Wiśle, piłkarze Śląska wyzywani oddają koszulki po meczu z Lubinem. Dobrze że futbol budzi emocje, źle że coraz łatwiej i bezkarnie przekraczane są granice dobrego smaku. I nie tylko dobrego smaku.
Wróćmy jednak do Szczecina, bo miał wczorajszy mecz swojego pozytywnego bohatera. Mógł nim być Japończyk Akahoshi - w tym sezonie strzelił Ruchowi cztery gole (!). Mógł, ale w ostatnim kwadransie oddał pałeczkę Patrykowi Lipskiemu, pomocnikowi Ruchu, który 20 lat temu przyszedł na świat w Szczecinie. Są takie mecze, które pamięta się potem przez lata, opowiada o nich dzieciakom, wnukom. Lipski poniedziałkowe starcie na pewno do takich zaliczy.


Dodajmy, że Ruch w sobotę gra z Lechem. O 20.30. Nie wiem, jakie macie plany na tę godzinę, ale myślę, że warto wybrać się na Cichą, ewentualnie siąść przed telewizorem.

Z tej samej kategorii