O kadrze mówią dziś wszyscy, tylko nie Fornalik

08.10.2013 TRENING REPREZENTACJI POLSKI
 fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

Mam pewien żal do Waldemara Fornalika, który po rozstaniu z reprezentacją w zasadzie nie wypowiada się na jej temat.

A przecież Fornalik pracował najlepiej, jak tylko potrafił, niczym się nie skompromitował, kadra pod jego kierunkiem zagrała przynajmniej jeden mecz, który mógł być dla niej i dla niego tym, czym dla drużyny Adama Nawałki wygrana z Niemcami. Fornalik jednak „tylko” zremisował z Anglią, która zakończone przed tygodniem eliminacje przeszła jak burza, wygrywając dziesięć meczów na dziesięć. Może gdyby wtedy, jesienią 2012 roku, kiedy piękną bramkę strzelił głową Kamil Glik, było 1:0... Nie było. Fornalik swoje eliminacje przegrał, prezes Zbigniew Boniek dokonał zmiany, a wynik Adama Nawałki obroniły jego decyzję. I tyle. Fornalik nie jest ani pierwszym, ani ostatnim trenerem, który swoich „pięciu minut” nie wykorzystał tak, jak tego oczekiwał, choć trzeba pamiętać, że on zaczął eliminacje kilka tygodni po nominacji, a Nawałka po blisko roku.

 

Poprzednik obecnego selekcjonera jednak milczy. Rozumiem, że jak zwykle chce być taktowny, pewnych trudnych tematów nie chce poruszać, nie chce też oceniać następcy. A może ma pewien żal o to, że zaledwie po roku uznano, iż się do tej pracy nie nadaje. Fornalik zastosował zasadę "grubej kreski" i dziś skupia się na wcale niełatwej pracy przy Cichej, ale brakuje jego refleksji, spostrzeżeń i analiz. Bo niby kto ma się kompetentnie wypowiadać o kadrze, jak nie człowiek, który wie o niej zdecydowanie więcej niż ci wszyscy, którzy dziś mają gotową odpowiedź na każde pytanie.

 

Z drugiej strony, może jednak dobrze, że Fornalik milczy, a nie przyłącza się do chóry tych, którzy chcą się dziś ogrzać światłem bijącym od Roberta Lewandowskiego. Jak choćby Franciszek Smuda, który modelowo zawalił Euro 2012, a dziś deklaruje, że w zasadzie to od niego zaczęła się budowa drużyny, która przed tygodniem w końcu osiągnęła wymierny sukces. Jeżeli tak, to koszt był zbyt wysoki.
Ostatnio poniosło nawet polityków partii rządzącej, którzy wykorzystali wizerunek „Lewego”, na co słusznie szybko i stanowczo zareagował PZPN, doskonale zdający sobie sprawę, że sport zawsze – choć nie zawsze się udaje – powinien być jak najdalej od polityki, a już szczególnie krótko przed wyborami. Nawet jeżeli menedżerem Lewandowskiego jest kończący swoją kadencję poseł. Swoją drogą, Cezary Kucharski na fali bramek strzelanych przez piłkarza, którego karierę pilotuje od blisko dekady, pewnie zdobyłby dziś więcej głosów niż w 2010 roku, kiedy poparło go 7910 wyborców. Tym razem honorowy obywatel Tarnobrzega – dostał ten tytuł w 2012 roku – do sejmu jednak nie kandyduje.

Z tej samej kategorii