Piast się bawi, Górnik cierpi

Dzisiaj w Zabrzu nie będzie zmiłuj się...
 /  fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Rok temu Górnik pod koniec rundy jesiennej był liderem ligi, a Piast pałętał się na dole tabeli.

 

W Zabrzu dwa miesiące temu można było usłyszeć teorię mówiącą, że wygrana Piasta z Górnikiem, odniesiona w trzeciej kolejce tego sezonu, „nakręciła” zespół z Gliwic na całą rundę. Sprawiając przy okazji, że zabrzanie wpadli w marazm, z którego nie potrafią wyjść do dziś. Może i coś w tym było. Przed derbami granymi na Okrzei Piast przegrał słabiutki w swoim wykonaniu mecz w Chorzowie, a w spotkaniu z zabrzanami większość pierwszej połowy toczyła się pod dyktando gości. Górnik ostatecznie przegrał 2:3 – w 90 minucie Bartosz Iwan nie wykorzystał stuprocentowej sytuacji na wyrównanie. Po meczu padły słowa – z obozu gości - które wtedy miały swoje uzasadnienie, a dziś brzmią nieco kuriozalnie. - Przegraliśmy, ale jesteśmy optymistami. Z taką grą Górnik na pewno będzie wygrywać...

 

Po następnym meczu Robert Warzycha stracił pracę, a zabrzanie po trzy punkty sięgnęli tylko raz. Do dziś! Tymczasem Piast faktycznie ruszył z bloków i z małymi wyjątkami jest nie do zatrzymania od czterech miesięcy. Trzynaście wygranych na tym etapie ligi to wynik kosmiczny.
Wygrane derby na pewno pozwoliły działaczom, piłkarzom i trenerowi Piasta przekonać się, że kierunek jest słuszny. Ale mówienie dziś, że jeden mecz „nakręcił” zespół na blisko pięć kolejnych miesięcy, byłoby uproszczeniem. To musi być coś więcej.

 

Piast latem opuściły dwie największe gwiazdy – Kamil Wilczek i Konstantin Vassiljev, co było większą stratą niż odejście z Zabrza najczęściej kontuzjowanego Błażeja Augustyna. W Gliwicach jednak doskonale wiedziano, kim ich zastąpić.

 

Piast w ostatnich latach popełnił wiele błędów personalnych. Na trenerskiej ławce i w szatni. Czy tym razem trafiono, trochę jak w „totku”? Czy może wyciągnięto wnioski z popełnionych błędów i każdy ruch był przemyślany? Pewnie jedno i drugie, najważniejsze, że z doskonałym efektem. Górnik – chcąc ściąć koszty - latem przysnął, wierząc, że jakoś będzie, a „nazwiska” są dobre, bo od pięciu lat gwarantowały górną ósemkę. Jesień pokazuje, że takie myślenie było błędne.

 

Rok temu to Górnik pod koniec rundy jesiennej był liderem ligi, a Piast pałętał się na dole tabeli. To wszystkich powinno uczyć pokory, bo pokazuje, że nic nie jest dane raz na zawsze, a wystarczy moment gapiostwa i samouspokojenia, by wpaść w tarapaty. Z drugiej strony, ten sam Piast jest... nadzieją dla całej ligi – czyli też dla zabrzan, bo pokazuje, że mając pomysł i odpowiednich ludzi, można w krótkim czasie stworzyć produkt wysokiej jakości. Bez 100 milionów w budżecie, bez stadionu na 25000 ludzi, bez wspaniałej historii.

 

W tabeli oba kluby dzieli dziś przepaść. Pamiętając pierwszy mecz na Okrzei, mimo wszystko trudna do racjonalnego wytłumaczenia. Jeszcze nigdy w historii sąsiad nie przyjeżdżał do Zabrza w roli tak zdecydowanego faworyta. Ba, do dziś nigdy nie przyjeżdżał w roli faworyta. Choćby pod tym względem będą to derby wyjątkowe.

 

Dziś pod ogromną presją zagra przede wszystkim Górnik. Bo Piast piłką się bawi, a Górnik na boisku cierpi. Ostatni, zdołowany okolicznościami utraty punktów w sobotnim meczu z Łęczną, z trenerem, którego odejścia coraz głośniej domagają się kibice. W większości ci sami, którzy bardzo chcieli Leszka Ojrzyńskiego na Roosevelta. W piłce to jednak nic nowego, bo na końcu zawsze będą liczby, czyli punkty i miejsce w tabeli.

 

Piłkarze Piasta mówią „spokojnie, sezon jeszcze trwa, niczego nie wygraliśmy”. Zabrzanie? „Nie zasługujemy na ostatnie miejsce, mamy dobrych piłkarzy, mamy skład lepszy od wielu klubów ligi...” Może to jest jeden z głównych problemów Górnika?

 

Dziś zobaczymy, kogo i na ile „nakręci” wieczorny mecz. Piasta na walkę o tytuł, czy zabrzan w boju o wyjście z bagna. Jedno jest dziś pewne, dla Górnika to chyba najtrudniejsze derby od lat.

Z tej samej kategorii