Z drugiej strony: Kac rodzinny

Adrian Zieliński
 fot. Sebastian Borowski  /  źródło: newspix.pl

Adrian Zieliński przejdzie do historii polskiego sportu jako upadły mistrz, który w ciągu czterech lat modelowo spieprzył sobie sportowy życiorys.

Zażenowanie, wstyd, wściekłość... Pewnie każdy z „bohaterów” dopingowego skandalu z braćmi Zielińskimi w rolach głównych odczuwał w ostatnich kilkudziesięciu godzinach coś innego. Najpierw Tomasz, teraz Adrian. Ten sam, którego cztery lata temu niemal nosiliśmy na rękach, kiedy sięgnął w Londynie po złoto. Ciężarowcy byli wtedy „gośćmi”, na w sumie przeciętnych igrzyskach dali dam chwile radości i wiele pozytywnych emocji.

 

Dziś nie zostało z tego właściwie nic. Adrian Zieliński ma oczywiście prawo do swojego zdania, a przede wszystkim obrony, ale czy to cokolwiek zmieni? Wszystko wskazuje na to, że przejdzie do historii polskiego sportu jako upadły mistrz, który w ciągu czterech lat modelowo spieprzył sobie sportowy życiorys. Oczywiście nie jest tak, że ciężarowcy to w komplecie czyści sportowcy; że tylko dwóm Zielińskim przyszło do głowy sięgnąć po wspomaganie. Cała sztuka polega przecież na tym, by wiedzieć kiedy wziąć i kiedy przestać. Oni albo nie wiedzieli, albo ktoś im źle podpowiedział, bo teorii o dosypaniu czegoś do żarcia już nikt nie kupi.

 

Jak w tym wszystkim oceniać prezesa Szymona Kołeckiego? To postać w polskim sporcie nietuzinkowa. Inteligentny, wygadany, mający szerokie horyzonty, wybiegające daleko poza pomost i podnoszone w górę ciężary. Wydawało się, że ma wszystkie cechy, by zostać wybitnym działaczem sportowym, a PZPC to dla niego tylko trampolina do czegoś większego. Kołecki jednak przegrał. I to na wszystkich polach. Nie tylko w środowisku, którego nie potrafił wyczyścić z dopingowej patologii, ale też w odbiorze ogólnym, bo to on jest dziś twarzą tej dyscypliny. Zielińskich pewnie nikt nie żałuje, zwłaszcza słuchając bełkotu Tomasza. Kołeckiego? To pytanie, na które trudno jednoznacznie odpowiedzieć.

 

Jedno niestety wiemy już dziś. Dzięki tym panom kac po Rio będzie ogromny. Niezależnie od tego, ile razy Polacy staną jeszcze na podium.

Z tej samej kategorii