Antoni Piechniczek: Już przestrzegam przed Gruzinami!

Antoni Piechniczek
 /  fot. Marek Biczyk  /  źródło: newspix.pl

Wierzę, że zagramy w mistrzostwach Europy. Kadra jest na bardzo dobrej drodze, acz to... bardzo ciężka droga - pisze dla katowickisport.pl były selekcjoner reprezentacji Polski.

Wszyscy bardzo przeżyliśmy mecz z mistrzami świata. I... wszystko się udało. Trzeba pogratulować zespołowi i trenerowi. Sprawili niesamowitą radość kibicom, dali nam olbrzymią satysfakcję. Niektórzy zauważyli, że w końcu nie będą tworzone porównania do siatkarzy.

 

Swoją drogą - gdy prowadziłem reprezentację, a trenerem siatkarzy był Hubert Wagner, zawsze podkreślał, że to działa na zasadzie sinusoidy. Gdy piłkarzom wychodziło - jak w 1972, gdy zdobyliśmy złoto w Monachium - to siatkarzom szło gorzej. Z drugiej strony - cztery lata później to oni sięgnęli po mistrzostwo olimpijskie w Montrealu. Zawsze jakoś tak się to przeplatało, ale zawsze między siatkarzami a piłkarzami była więź sympatii, przyjaźni.

 

Co do meczu ze Szkocją - każdy chciałby wygrać, ale ja cieszę się z tego remisu. Jest taka zasada, że po dobrym występie przychodzi trochę słabszy. Nie to, że piłkarze się gorzej przygotują. To dlatego, że muszą się nacieszyć, psychicznie odreagować. Ciężko w przeciągu trzech dni zmobilizować się i grać z taką koncentracją, jak przeciw Niemcom.

 

Klasycznym przykładem była postawa Wojciecha Szczęsnego, który nie grał we wtorek tak dobrze, jak w sobotę. Gdyby był w takiej formie, to szczególnie pierwsza bramka by nie padła. Miał piłkę na palcach, nie był to strzał z gatunku nie do obrony. Zresztą, sam to przyznał.

 

Co jeszcze? Są dwie możliwości - albo drużyna ma superstrzelca, który zdobywa wszystkie bramki. Jak Niemcy Klosego czy Muellera, a my przed laty Lubańskiego czy Latę. Albo ten ciężar jest rozłożony na większą liczbę zawodników. W naszych czterech bramkach partycypowało trzech piłkarzy, którzy na co dzień nie strzelają ich za wiele. Mila, Milik, Mączyński... W tym kierunku bym szedł.

 

Niech trener Nawałka powie każdemu: "Słuchaj, każdy może strzelić, nikomu nie zabronię brania udziału - oczywiście z rozsądkiem - w akcjach ofensywnych i szukania dla siebie szansy. A jak wszyscy będą strzelali, to łatwiej będzie Lewandowskiemu".

 

Niektórzy tonują, że drużyny jeszcze nie ma, że przed nami dużo pracy. Oczywiście, to prawda, ale podkreśliłbym znaczenie pracy indywidualnej. Każdy powinien sam sobie odpowiedzieć na pytanie: na co mnie stać, co mogę poprawić? Jak będzie poprawa każdego z nich, to może się z tego stworzyć bardzo dobry zespół. Nie liczmy, że przez jakieś testy, nowe powołania, znajdziemy drugiego Milika czy Lewandowskiego. Trzeba tych, których się ma, przekonać do solidnej pracy. Wtedy będzie wynik.

 

Wierzę, że zagramy w mistrzostwach Europy. Kadra jest na bardzo dobrej drodze, acz to... bardzo ciężka droga. Już przestrzegam przed listopadowym meczem w Gruzji. Ona z Irlandią i Szkocją poniosła minimalne porażki, pokonała Gibraltar i mecz z nami będzie grała o wszystko. Jeśli przegra, to już będzie po niej. To dla Gruzinów będzie równie ważne spotkanie, co dla nas z Niemcami.

 

Należy przygotować się na bardzo trudną przeprawę. Może nie na wojnę, jak to niektórzy lubią, bo dzisiaj lubi się używać określeń militarnych, ale będzie to po prostu nieprawdopodobna walka. Jak tak sobie o tym myślę, to mam przed oczami mecz, który rozegraliśmy za kadencji Fornalika w Czarnogórze.

 

Wtedy skończyło się 2:2. To będzie coś w tym stylu. Zagorzali kibice będą obrażać, rzucać czym się da... Bardzo dużo będzie zależało od dobrego sędziego, który nie może się dać "zahukać". Jeszcze trochę czasu do listopada pozostało, ale trzeba się przygotować na niesamowitą batalię. 

Z tej samej kategorii