Po bramkarzach kolej na napastników

Kamil Wilczek
 /  fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Po bramkarzach, którzy dobrze sobie radzą w zagranicznych ligach, z polskiej ekstraklasy zaczęli znikać najbardziej skuteczni strzelcy.

W ostatnich latach w zagranicznych ligach największą karierę robili polscy bramkarze, na których zresztą popyt ciągle jest spory. Na przykład Przemysław Tytoń od nowego sezonu będzie grał w VfB Stuttgart. To już czwarty zagraniczny klub w karierze wychowanka Hetmana Zamość, po Rodzie JC Kerkrade, PSV Eindhoven, z którego w tym sezonie był wypożyczony z hiszpańskiego Elche CF.


Za niespełna 18-letniego Bartłomieja Drągowskiego, bramkarza Jagiellonii Białystok, Juventus Turyn jest ponoć gotowy zapłacić 4 miliony euro, ale to na razie tylko niepotwierdzone pogłoski. Wiele jednak wskazuje, że może pójść w ślady Jana Tomaszewskiego, Józefa Młynarczyka, Jerzego Dudka, Artura Boruca czy Łukasza Fabiańskiego.


Mało kto jednak pamięta, że znacznie wcześniej najbardziej pożądanym towarem eksportowym z polskiej ligi byli napastnicy. O Włodzimierzu Lubańskim do dziś pamięta się w Belgii, zwłaszcza w Lokeren. A po nim byli: Robert Gadocha, Andrzej Szamach, Grzegorz Lato, jeszcze z epoki Kazimierza Górskiego. Później wcale nie było gorzej, wystarczy choćby wymienić: Jana Furtoka, Andrzeja Juskowiaka czy Mirosława Okońskiego - którzy byli czołowymi postaciami w Bundeslidze. Po nich nastąpiła długo trwająca posucha, bo nie było popytu na napastników z naszej ligi. Przerwał ją najpierw Robert Lewandowski, który stał się gwiazdą miary światowej, a w jego ślady idzie Arkadiusz Milik.


Być może właśnie ci dwaj piłkarze spowodowali, że zagraniczne kluby znów zaczęły szukać w Polsce nie tylko świetnych bramkarzy, ale i kolejnych skutecznych napastników. Wczoraj czeski dziennik „Sport” poinformował, że piłkarz Śląska Wrocław, Marco Paixao zostanie zawodnikiem Sparty Praga, aktualnego wicemistrza kraju, który zagra w eliminacjach Ligi Mistrzów. Przesądzony jest zagraniczny transfer aktualnego króla strzelców, Kamila Wilczka z Piasta Gliwice. To był jego sezon, bo przecież na niedawnej gali podsumowującej sezon w T-Mobile Ekstraklasie został uznany jej najlepszym napastnikiem i piłkarzem. W przerwie zimowej gliwiczanin przymierzany był już do angielskiego Bolton, ale transferu nie dopięto. Teraz przebiera w ofertach, a miał je już z Danii i Korei Południowej, ale je odrzucił. Obecnie przymierzany jest do Turcji... Za granicę wybiera się też Grzegorz Kuświk z Ruchu Chorzów, który pożegnał się już z „Niebieskimi”, ale nowego pracodawcy jeszcze nie ma.


Dla polskiego kibica odejście tych zawodników oznacza pożegnanie najskuteczniejszych snajperów. Paixao w zeszłym sezonie strzelił 20 bramek, w tym - z powodu długiej przerwy na leczenie kontuzji - 6. Wilczek trafił do siatki 20 razy, Kuświk - 14. I kto teraz będzie nas cieszył golami?

 

Z tej samej kategorii