Meandry prywatyzacji

Arka Gdynia - Slask Wroclaw
 fot. Adam Starzynski  /  źródło: Pressfocus

Jestem przekonany, że w niejednym mieście, mającym na swoim utrzymaniu sport - myślę przede wszystkim o klubach piłkarskich - z zazdrością śledzili proces prywatyzacji we Wrocławiu tamtejszego Śląska.

Bo do licytacji: kto da więcej i zostanie właścicielem ekstraklasowej drużyny, grającej na dodatek na nowoczesnym stadionie, przystąpiły bodaj trzy podmioty. Zwycięsko wyszedł z niej Grzegorz Ślak, człowiek w sporcie dobrze znany i z nim... obeznany. Przed ligową inauguracją poszły w świat informacje o milionach, które zostaną w Śląsk wpompowane i o wysokich aspiracjach, łącznie z Ligą Mistrzów w niedalekiej przyszłości. Było więc czego zazdrościć...
Nie minęło jednak wiele czasu i okazało się, że jednak nie ma czego. Okazało się bowiem, że wzorcową procedurę - jak to z lubością wytknęły media, głównie dolnośląskie - trafił Ślak.
Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że teraz obie strony przerzucają się argumentami, mającymi wskazać winowajcę tej sytuacji. Władze Wrocławia jako główny podają, że po prostu biznesmen nie wpłacił ustalonych umowami pieniędzy, które miały być finalizacją transakcji. Grzegorz Ślak wydał oświadczenie, w którym przekonuje, że to miasto nie wywiązało się do końca z biznesowych ustaleń i wylicza, że brakowało m.in. zgody walnego zgromadzenia akcjonariuszy Śląska Wrocław, pożyczkodawców i obligatoriuszy spółki...
Finał jest taki, że Śląsk do nowego sezonu Lotto Ekstraklasy przystąpił ponownie jako klub miejski, a wrocławscy radni w ekspresowym tempie musieli przegłosować 10-milionową dotację. I na pewno nim będzie przez najbliższy rok, bo odrzucona została możliwość, że miasto wrócić do którejś z ofert, która przegrała z propozycją Ślaka.
Wrocław to kolejny przykład, że prywatyzacja piłkarskiego klubu w naszym kraju jest jednak bardzo trudnym zadaniem. Kolejnym, bo wcześniej mieliśmy podobną sytuację w Kielcach, gdzie inwestorami mieli być tajemniczy Senegalczycy. Tam też prawie wszystko było ustalone, zabrakło tylko - bagatela - wpłaty pierwszej należnej raty i złożenia bankowej gwarancji. Wtedy było trochę podśmiewania się z kielczan, ale koniec końców Korona znalazła nowego właściciela - na razie większościowego - którym został Niemiec Dieter Burdenski. Może więc i Śląsk znajdzie...

 

Z tej samej kategorii