Najważniejsza jest drużyna

piechniczek
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

To był znakomity pomysł! Nie wiem kto był jego autorem - może było ich wielu - ale na pewno należy mu się wielkie uznanie. Mecz polskiej reprezentacji z Meksykiem obejrzeli bowiem ostatni nasi medaliści MŚ. Sięgnęli po niego dawno, bo od 3. miejsca na mundialu w Hiszpanii minęło już 35 lat.

Zjechało więc do Gdańska 17 byłych piłkarzy (wśród nich obecny prezes PZPN) i ich trener, Antoni Piechniczek. Wielu z nich doskonale zna się z Adamem Nawałką, bo razem z nim wiele razy grało. Zresztą gdyby nie pechowa kontuzja, to pewnie selekcjoner naszej kadry też świętowałby sukces w Hiszpanii...
Nie wiem czy Nawałka był na uroczystym bankiecie w przeddzień meczu z Meksykiem, ale nawet jeżeli nie, to pewnie miał sporo okazji, żeby porozmawiać z kolegami i trenerem Piechniczkiem o obecnej reprezentacji. Ciekaw jestem, co usłyszał. Z pewnością wiele ciepłych słów uznania, bo jego osiągnięcia w ciągu czterech lat są imponujące. I na pewno nie brakowało życzeń, żeby w przyszłym roku w Rosji powtórzył wyczyn sprzed 35 lat.
Ciekaw też jestem, jak komentowali jego decyzję, by przeciwko Meksykowi wystawić zupełnie odmienioną reprezentację, pełną nowicjuszy. Bo o ile przeciwko Urugwajowi testował nowe rozwiązania taktyczne, to jednak można było zobaczyć trzon drużyny, która pokaże się na mundialu. O zespole, który zobaczyliśmy w Gdańsku można powiedzieć tylko jedno - nigdy już w takim składzie i ustawieniu nie zagra. Nie brakowało też słów krytyki pod adresem Nawałki, że tym razem z eksperymentowaniem posunął się za daleko. Oczywiście, zrozumiałe są intencje, by dać odpocząć tym, którzy mają za sobą bardzo dużo grania. Ale czy koniecznie wolne trzeba było dać wszystkim? Najbardziej złośliwie skomentował to Tomasz Hajto, dziwiąc się, że na taki odpoczynek zasłużył Grzegorz Krychowiak, mający za sobą długi - chyba roczny - rozbrat z poważnym futbolem.
Sporo żalu miano na pewno w Zabrzu, gdzie liczono, że zawodnicy Górnika - Damian Kądzior i Rafał Kurzawa - znajdą się w wyjściowym składzie. Ale umówmy się - Adam Nawałka nie jest po to, żeby spełniać życzenia wszystkich. Na pewno ma precyzyjnie nakreślony plan, jak zbudować kadrę na MŚ w Rosji. I sądzę, że nawet gdyby Robert Lewandowski był w pełni sił, to i tak z Meksykiem by nie zagrał. Bo przecież selekcjoner, jak i my wszyscy, wie co kapitan reprezentacji dla niej znaczy. I że jest po prostu nie do zastąpienia. Ale przecież trzeba być przygotowanym i na to - tfu, tfu! - że z jakichś powodów w jakimś meczu mundialu nie będzie mógł wystąpić. Dlatego właśnie takie spotkania, jak z Urugwajem i Meksykiem, były znakomitym poligonem dla innych ewentualnie snajperów.
A wracając do wspomnianego spotkania medalistów z 1982 roku, to warto pamiętać, co zawsze powtarzał Antoni Piechniczek: ten sukces nie był zasługą pojedynczych wybitnych gwiazd, których mu nie brakowało, ale całej drużyny.

 

Z tej samej kategorii