Postawią pomnik?

Bodaj rok temu Michał Kołodziejczyk z Wirtualnej Polski zadał Łukaszowi Piszczkowi pytanie, czy spodziewa się, że kiedyś w Dortmundzie stanie pomnik ku czci trójki polskich piłkarzy, dzięki którym miejscowa Borussia notowała wspaniałe wyniki.

Łukasz Piszczek
 fot. Paweł Andrachiewicz  /  źródło: Pressfocus

Bo jak ktoś powie Piszczek i Borussia Dortmund, to od razu inni dopowiedzą: Robert Lewandowski i Jakub Błaszczykowski. To z nimi charyzmatyczny trener Juergen Klopp poprowadził ten klub do największych sukcesów w jego historii: w sezonie 2010/11 do mistrzostwa Niemiec, obronionego w następnym sezonie; w 2012 BVB zdobyła Puchar Niemiec pokonując w finale Bayern Monachium 5:2 (3 bramki zdobył w nim „Lewy”); w tymże sezonie Borussia grała w finale Ligi Mistrzów, przegranym 1:2 z Bayernem. Odpowiedź naszego reprezentacyjnego obrońcy była skromna: „Przez trzy lata wspólnej gry w Dortmundzie zrobiliśmy polskiej piłce reklamę. Jeśli ktoś to już docenia albo doceni w przyszłości, będę się bardzo cieszył”.
Dziś w Dortmundzie został już tylko „Piszczu”, który był w orbicie zainteresowań Barcelony, Realu Madryt, a także angielskich klubów, ale ostatecznie przedłużył z niemieckim klubem kontrakt do 2019 roku i ciągle jest w nim podstawowym zawodnikiem, którego bardzo trudno zastąpić. W trwającej obecnie Lidze Mistrzów Borussia musi radzić sobie bez leczącego kontuzję Polaka i... ciężko będzie jej awansować z grupy do dalszej fazy rozgrywek.
Bez Piszczka trudno sobie też wyobrazić defensywę naszej reprezentacji, szykującej się do mundialu w Rosji. Pewnie i jemu samemu nie przychodzi to nawet do głowy, bo przecież zadeklarował już, że właśnie po przyszłorocznych mistrzostwach świata chce się pożegnać z kadrą narodową. Będzie miał wtedy 33 lata i jak można przeczytać w dzisiejszym wydaniu „Sportu”, zastanawia się nad tym, co dalej. W Goczałkowicach mocno wierzą, a on sam tego nie wyklucza, że wróci w rodzinne strony. Czy może jeszcze zagrać w miejscowym LKS-ie, gdzie zaczynał piękną piłkarską karierę? Czy raczej widzi siebie w roli szkoleniowca? Na te pytania jednoznacznej odpowiedzi nie udzielił, ale już teraz udowadnia, że chce się odwdzięczyć swojemu pierwszemu klubowi za to, co osiągnął.
I wracając do pytania o pomnik. Nie wiem, czy w Dortmundzie będzie ku temu odpowiedni klimat, ale jestem przekonany, że prędzej czy później pomysł, by w jakiś sposób uhonorować swojego wybitnego obywatela, powstanie on w Goczałkowicach Zdroju. Bo skoro w Kuźni Raciborskiej niedawno oficjalnie otwarto ulicę Roberta Lewandowskiego, to tym bardziej zasługuje na to Łukasz Piszczek.

 

Z tej samej kategorii