Musi być dobrze!

Nie dość, że polscy skoczkowie imponują wielką formą, to jeszcze sprzyjają im różnego rodzaju „znaki na niebie”. Przed konkursami w Zakopanem pojawiły się wspomnienia z przeszłości, z których wynikało, że zwycięstwo w stolicy Tatr w sezonie olimpijskim jest... pechowe. Dlaczego?

Puchar Swiata w skokach narciarskich w Zakopanem, konkurs druzynowy
 fot. Rafal Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

Z 2 strony Andrzej Wasik Musi być dobrze! Nie dość, że polscy skoczkowie imponują wielką formą, to jeszcze sprzyjają im różnego rodzaju „znaki na niebie”. Przed konkursami w Zakopanem pojawiły się wspomnienia z przeszłości, z których wynikało, że zwycięstwo w stolicy Tatr w sezonie olimpijskim jest... pechowe. Dlaczego? Bo żaden ze zwycięzców konkursu Pucharu Świata na Wielkiej Krokwi później na igrzyskach nie zdobył złota w konkursie indywidualnym. I choć na pewno szczerze kibicowano Kamilowi Stochowi, życząc mu wygranej, to być może wielu... odetchnęło z ulgą, że tak się nie stało. Bo po co kusić zły los? A czy sukces w Zakopanem to rzeczywiście zła wróżba, przekona się Słoweniec Anze Semenić, który został triumfatorem w tym roku. Z kolei bardzo chcieliśmy, żeby Stoch wygrał w Willingen, bo gdy wygrał tu dwa razy w 2014 roku, to potem dwukrotnie sięgnął po złoto na olimpiadzie w Soczi. A i wcześniejsi triumfatorzy konkursów na tej skoczni zawsze sięgali po medale igrzysk. Nasz najlepszy skoczek co prawda nie wygrał żadnego konkursu w Willingen, ale jednak został triumfatorem całego cyklu. Jaki z tego wniosek? Że w Pjongczangu - pomijając już wszystkie „znaki na niebie” - musi być dobrze! Bo przecież w kilka dni podopieczni Stefana Horngachera nie mogą stracić znakomitej dyspozycji, którą imponują od dłuższego czasu. A najlepszym tego dowodem są nie tylko ich dalekie skoki, ale i wysokie noty otrzymywane od sędziów. Nie może w tym być tylko przypadku czy splotu sprzyjających okoliczności w postaci dobrego wiatru... I co najlepsze - cała piątka skoczków, która poleci do Korei Południowej, udowadnia, że na każdego można liczyć. A to może oznaczać dla trenera Horngachera wielki... ból głowy, związany z wyborem czwórki, która wystąpi w konkursach indywidualnych, a zwłaszcza w drużynowym. Z pewnością ma teraz trzech pewniaków: Kamila Stocha, Dawida Kubackiego i Stefana Hulę. O to czwarte miejsce rywalizują Maciej Kot i Piotr Żyła, a przecież do niedawna to oni byli tymi pewniakami. Jeszcze do wczoraj wydawało się, że ten drugi jest raczej na straconej pozycji, ale w niedzielnym konkursie w Willingen „odpalił” i wskoczył na podium. Bądź tu teraz mądry - myśli pewnie Horngacher. Znając jednak świetną intuicję austriackiego szkoleniowca, można być pewnym, że znów dokona dobrego wyboru.

Z tej samej kategorii