Od Stocha do Jacha

We wczorajszych kwalifikacjach Kamil Stoch potwierdził wielką formę. Zwycięstwo w nich oznacza, że będzie największym faworytem do sukcesu w niedzielnym konkursie. Jeżeli wygra, przegoni Adama Małysza, z którym ma obecnie po cztery wygrane, i dogoni w ilości triumfów na Wielkiej Krokwi Austriaka Gregora Schlierenzauera, który w Zakopanem pięciokrotnie stawał na najwyższym podium.

Jach
 fot. cpfc.uk  /  źródło: Materiał prasowy

Kibice będą więc mocno ściskali kciuki, żeby tak się stało. A może jednak nie? Bo kto czytał czwartkowy „Sport”, to wyczytał, że zwycięstwo w stolicy Tatr w sezonie olimpijskim jest w pewnym sensie pechowe. Okazuje się bowiem, że żaden ze zwycięzców konkursu Pucharu Świata na Wielkiej Krokwi później na igrzyskach nie zdobył złota w konkursie indywidualnym. A przecież nie ukrywamy, że marzy nam się w wykonaniu Stocha powtórka z Soczi, gdzie w konkursach indywidualnych zdobył dwa złote medale. No i co teraz? Kibicować czy nie kibicować Kamilowi? Wierzyć czy nie wierzyć w historie o zakopiańskim fatum? Coś mi się jednak wydaje, że ten problem najmniej zajmuje Stocha, który po prostu robi swoje i w żadne przesądy nie wierzy.
Zawody w Zakopanem to na pewno dla polskich kibiców sportowe wydarzenie numer jeden tego weekendu. I dadzą nam przedsmak tego co może się dziać na olimpijskich arenach w Pjongczangu. Ale nie zapominajmy, że już za dwa tygodnie wraca też piłkarska ekstraklasa, za którą - co tu dużo mówić - już się stęskniliśmy. Niemal wszystkie polskie kluby rozjechały się po świecie, żeby na dobrze przygotowanych boiskach i w sparingach z niezłymi rywalami wykuwać formę na wiosenne granie. Okazuje się jednak, że nie wszyscy trafili na dobre warunki i dobrych przeciwników. Krakowska Wisła bodaj musiał zmieniać miejsce pobytu, żeby mieć w miarę równą murawę do treningów. A Górnik Zabrze nie zagrał jednego meczu, bo przeciwnicy chcieli zmiany terminu. Z kolei Piast Gliwice, o czym obok, zamiast z niezłym węgierskim klubem zagrał ze słabeuszem z Mołdawii.
Cóż, polskie kluby nie mogą się równać choćby z rosyjskimi klubami pod względem finansów. Mogą tylko im zazdrościć, że stać je na wzięcie na zagraniczne zgrupowania w ciepłych krajach, na dodatek o wiele dłużej trwające, o czym z Cypru pisał nasz wysłannik. Dlatego oszczędnościowe warianty zagranicznych zgrupowań polskich klubów skutkują różnymi niespodziankami.
Zacząłem od Stocha, a skończę na Jarosławie Jachu. Były już piłkarz Zagłębia Lubin został sprzedany do Crystal Palace za duże, jak na polskie warunki, pieniądze, bo za prawie 9 milionów złotych (tyle mniej więcej warte są 2 miliony funtów). Zaś władze i kibice klubu z Selhurst Park ocenili, że Polak to młody i perspektywiczny obrońca, za którego nie zapłacono zbyt wiele. I w opinii angielskich dziennikarzy nie ma żadnej gwarancji, że będzie regularnie grał, bo to raczej taka niedroga inwestycja na przyszłość. Jeżeli tak się stanie, to wątpliwe, by Jach znalazł się w kadrze na rosyjski mundial.

 

Z tej samej kategorii