Przykład legendy

Warto poczytać o rozpoczynającym się za 150 dni piłkarskim mundialu w Rosji. O obawach związanych z terminowym oddaniem niektórych stadionów; o bardzo wysokich cenach biletów i hoteli; i że trybuny podczas meczów mogą straszyć... pustkami.

Biathlon Mistrzostwa Swiata
 fot. Tomasz Duszynski  /  źródło: Pressfocus

A także o tym co słychać u naszych rywali. Co prawda pierwszy gwizdek i emocje związane z rywalizacją o mistrzostwo świata będą za niemal pół roku, ale miliony fanów futbolu już nie może się ich doczekać. Obiecujemy zatem, że na naszych łamach o rosyjskim mundialu i naszej reprezentacji będzie coraz więcej. Tym bardziej, że za nieco ponad trzy tygodnie piłkarze wrócą na ligowe areny. A przecież wielu z nich liczy, że dobrą postawą zwróci na siebie uwagę - i być może zasłuży nawet na powołanie do szerokiej kadry narodowej - selekcjonera Adama Nawałki.
Tak się złożyło, że powrót naszej ekstraklasy niemal zbiegnie się z inauguracją zimowych igrzysk w Pjongczangu. Kto wtedy będzie na pierwszym planie? Niedawny plebiscyt na najlepszego sportowca 2017 roku pokazał, że skoki narciarskie koniec końców mogą okazać się popularniejsze od piłki nożnej. Bo w nim to Kamil Stoch zgarnął najwięcej głosów, zostawiając w pobitym polu niezagrożonego - jak się zdawało - faworyta, jakim był Robert Lewandowski.
Skoro więc przy sportach zimowych jesteśmy, to warto odnotować rzecz niewyobrażalną. Otóż legendarny norweski biatlonista, ośmiokrotny mistrz olimpijski Ole Einar Bjoerndalen nie wystąpi w w Pjongczangu. „Król biathlonu” nie znalazł się w ogłoszonym w poniedziałek składzie reprezentacji. Jak podają norweskie media, 20-krotny złoty medalista mistrzostw świata nie wypełnił wewnętrznych norm kwalifikacyjnych. Bjoerndalen, który 27 stycznia skończy 44 lata, nie pojedzie więc na siódme z rzędu igrzyska. Pewnie mu przykro. Być może liczył, że z racji wielkich zasług powinien jednak na tę olimpiadę pojechać. A może po prostu, jak na wielkiego sportowca przystało, podjął sportową rywalizację z młodszymi kolegami, licząc, że szybko biegając i celnie strzelając wywalczy olimpijski paszport. Skoro się nie udało, to musiał się z tym pogodzić.
Dlaczego akurat o tym wspaniałym biathloniście piszę w tym miejscu? Bo mamy w polskich skokach żenującą i zawstydzającą wojnę medialną, jaką wytoczył Jan Ziobro. Zawstydzającą dlatego, że rzuca poważne oskarżenia nie przedstawiając praktycznie żadnych dowodów. Zestawia swoje wyniki w różnych konkursach - dodajmy, że zazwyczaj przeciętne - z tymi osiąganymi przez kolegów i ma pretensje, że nie jest powoływany na najważniejsze zawody. Nie mówi i nie pisze o tym wprost, ale można jednak wysnuć wniosek, że uważa, iż w ten sposób został pozbawiony szansy rywalizacji o miejsce w olimpijskiej reprezentacji.
Warto byłoby więc, żeby ten niewątpliwie utalentowany skoczek poszukał przyczyn powstałej sytuacji u siebie, a nie szukał spisków w swoim otoczeniu. Warto byłoby, żeby wziął przykład z Ole Einara Bjoerndalena, który podjął ryzyko sportowej rywalizacji, a jak przegrał, to nie szukał winy niepowodzenia u innych...

 

Z tej samej kategorii