Piłkarscy agenci: pomagają czy przeszkadzają?

Zima wcale nie oznacza, że w naszym futbolu nic się nie dzieje. Co prawda boiska opustoszały, piłkarze, a pewnie i trenerzy wykorzystują krótkie urlopy, między innymi na zwiedzanie świata, ale za to wielki ruch panuje na giełdzie transferowej.

Pilka nozna. Korupcja. Sesja fotograficzna. 04.04.2014
 fot. Piotr Kucza  /  źródło: 400mm

Na razie mówić można tylko o spekulacjach, ale wkrótce pojawią się i konkrety. A tych jedni wyczekują z wielkimi nadziejami, inni z nie mniejszymi obawami. Dotyczy to piłkarzy, trenerów, działaczy klubowych i oczywiście kibiców. Bo jedni mówią o wzmocnieniu składu, drudzy zaś obawiają się odejść swoich najlepszych zawodników.

 

W zimowym okienku transferowym pojawiają się więc nazwiska piłkarzy mniej lub bardziej znanych, których jedni chcieliby pozyskać, a inni pozbyć i przy tym jeszcze...zarobić. Pojawiają się też nazwiska tych, którzy najchętniej chcieliby pozostać w cieniu. Mowa o agentach i menedżerach. Bo też opinia o nich jest - napiszmy delikatnie - mieszana. Dla jednych to krwiopijcy, polujący tylko na prowizję. Zwracający w głowach młodych i zdolnych zawodników, żeby ich szybko sprzedać i zgarnąć duże pieniądze do swoich kieszeni. Którzy stoją za tym, że wielu z tych utalentowanych chłopaków zwyczajnie gdzieś ginie, bo rzuceni zostali na zbyt głęboką wodę. Owszem, może zarabiają godziwe pieniądze, ale nie grają, a ich kariery jakby stanęły w miejscu. Przykładów można przytoczyć wiele.
Dla drugich menedżer, to jednak człowiek doskonale zorientowany w rynku, który pomaga znaleźć piłkarzy mogących wzmocnić drużynę. Za niewielkie pieniądze na dodatek. I tu też przykładów nie brakuje, a koronnym jest choćby Igor Angulo. W Zabrzu nie wyobrażają sobie, że mogłoby go zabraknąć przy Roosevelta. Podobnie zresztą jak Rafała Kurzawy czy Szymona Żurkowskiego, którzy po świetnej rundzie jesiennej Górnika stali się najbardziej „gorącym towarem”. Nie ma praktycznie dnia, żeby nie pojawiła się kolejna informacja, kto ustawia się w kolejce po nich. Czasami „twórcami” tych informacji są właśnie menedżerowie, chcący podbić cenę za swojego podopiecznego. Niekoniecznie za transfer do innego klubu, często też za przedłużenie kontraktu i co za tym idzie zarobków.
Dla jeszcze innych menedżerowie, to ludzie, którzy mogą nawet... rządzić klubami. Bo jeżeli mają większość grających w nim zawodników pod swoją opieką, to mogą bardzo często wpłynąć na politykę kadrową, a nawet na to, jak będzie wyglądał klubowy budżet.

 

Jaki więc powinien być modelowy menedżer? Świetną definicję podaje obok były prezes Piasta Gliwice, Józef Drabicki. „Menedżer jest usługodawcą w stosunku do piłkarza, którego reprezentuje, i do klubu. Powinien się kontaktować z dyrektorem sportowym, który ma wszelką wiedzę dotyczącą funkcjonowania klubu, jego budżetu, strategii, możliwości i nie powinien być uwikłany w jakieś dziwne powiązania. Menedżer w pierwszej kolejności ma zabezpieczyć interesy zawodnika, którego reprezentuje, a nie siebie. Często jest jednak tak, że to prowizja jest ważniejsza niż los piłkarza”.

 

Nic dodać, nic ująć.

 

Z tej samej kategorii