Wystarczyłyby dobre obyczaje

Gdy Antoni Piechniczek był wiceprezesem PZPN (w latach 2008/12), przeforsował zapisy, które miały chronić trenerów przed kaprysami prezesów klubów, zmieniających ich jak rękawiczki.

Piotr Stokowiec
 fot. Tomasz Folta  /  źródło: Pressfocus

Przekonywał też, że sami trenerzy muszą się nawzajem szanować i nie... czyhać na zwolnione przez kolegę stanowisko. Apelował o dobre obyczaje w polskim futbolu. Jak to jednak w życiu bywa, szybko znaleziono sposoby, żeby je obejść, a szczytne apele nestora polskich trenerów... przemilczeć. I można się tylko uśmiechnąć, przypominając sobie przecież te niedawne lata, bo wtedy tych zmian szkoleniowców w porównaniu do tego co się dzieje obecnie było niewiele. Jak piszemy obok, ten sezon zapowiada się bowiem rekordowo, bo już pracę straciło ośmiu, a na tym przecież wcale nie koniec.
Ostatni tegoroczny mecz Śląska Wrocław (w piątek z Jagiellonią) będzie pożegnaniem Jana Urbana w roli trenera tej drużyny. Cóż, wyniki w żadnym razie nie przemawiają na jego korzyść i nie zmieni tego nawet ewentualne zwycięstwo z „Jagą”. I teraz najciekawsze - wśród kandydatów na następcę Urbana w Śląsku wymienia się nazwiska tych, którzy sami niedawno stracili pracę. Mowa o Radosławie Mroczkowskim, którego zwolniono w Nowym Sączu i Piotrze Stokowcu (na zdjęciu), „pogonionym” w Lubinie. Są też spekulacje, że może wróci Tadeusz Pawłowski, mając do pomocy byłego zawodnika Śląska Dariusza Sztylkę. Aczkolwiek ci najlepiej poinformowani twierdzą, że wrocławscy działacze szukają jednak zagranicznego szkoleniowca. Może zastanawiają się nad Słowakiem Janem Kocianem? Choć ten po pożegnaniu się z Podbeskidziem przymierzany jest ponoć do Sandecji.
Tak więc po ostatniej tegorocznej kolejce na liście zwolnionych będzie już dziewięć nazwisk, bo trzeba będzie do niej dopisać Jana Urbana. Niewykluczone zresztą, że jeszcze się kolejne pojawią, bo zimowa przerwa sprzyja podejmowaniu tego rodzaju decyzji. Tym bardziej, że koniec roku dla niektórych jest wyjątkowo nieudany. Mam na myśli Cracovię i Koronę, aczkolwiek od razu zaznaczam: nie sugeruję, iż pracę mogą stracić Michał Probierz i Gino Lettieri, bo przecież cieszą się dużym zaufaniem swoich prezesów. Problem w tym, że ci potrafią bardzo szybko zmienić zdanie. I dlatego Zbigniew Boniek ma o nich złą opinię. „Zmiany trenerów wynikają ze słabości prezesów. Ich niewiedzy. Nie znają się na piłce, na futbolowych realiach, więc łatwo dają się kierować, manipulować „podpowiadaczom”. Jednocześnie chcą szybko wskazać winnego braku wyników, więc najłatwiej zwalić winę na trenera i pozbawić go pracy” - to komentarz prezesa PZPN do częstych zmian trenerów.
Dlaczego jednak, podobnie jak kilka lat temu Antoni Piechniczek, nie walczy więc z tymi nieudacznymi szefami klubów? Dlaczego nie przeforsuje jakiegoś kodeksu dobrych obyczajów? Bo to byłaby prostu walka z wiatrakami... Bo ci prezesi, może za wyjątkiem Janusza Filipiaka, mają kogoś nad sobą, kto wymaga wyników - już i teraz. Bo płaci i wymaga.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
~Janek :
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
A co mają robić prezesi?Piłkarzy mają słabych bo kto by przyszedł do tak marnej ligi,szkolenie młodzieży leży i żeby jakiś idiota na to poszedł to co pewien czas zmieniają trenerów i mówią że będzie lepiej.
17 gru 17 10:28 | ocena:100%
Liczba głosów:3
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii