Szybciej, wyżej, mocniej...

Kto wie, czy do tego słynnego motta olimpijskiego (po łacińsku: Citius-Altius-Fortius) nie zostanie wkrótce dodane kolejne słowo - brutalniej. Coraz częściej bowiem w rywalizacji sportowej mamy do czynienia z dążeniem do celu za wszelką cenę; nawet za cenę zdrowia, a zdarza się, że i życia.

Michal Kwiatkowski Rafał Majka
 źródło: AFP

Do takiego stwierdzenia sprowokowały mnie wydarzenia na niedzielnym etapie w Tour de France. W kraksach połamało się bowiem kilku kolarzy, a inni odnieśli poważne obrażenia, wśród nich Rafał Majka.


Oczywiście, w wyścigach kolarskich kraksy i upadki są niemal codziennością. Naiwnie można byłoby więc oczekiwać, że ich organizatorzy robią wszystko, żeby dochodziło do nich jak najrzadziej. Rzeczywistość jest jednak zupełnie odwrotna, o czym powiedział polski kolarz Sylwester Szmyd, komentując wydarzenia na etapie do Chambery. „Organizatorzy szukają najatrakcyjniejszej trasy, a kibice - nie ma się co oszukiwać - chcą krwi. Wypadków jest więcej niż za moich czasów, ale głównie dlatego, że kolarze zachowują się inaczej. Rywalizują nie tylko na podjazdach, ale i na zjazdach. Wielu zawodników nie patrzy na niebezpieczeństwo. Idą na całego aż trzeszczą kości”.


Przyznam, że czytałem tę wypowiedź z lekkim niedowierzaniem. Owszem, pamiętam liczne anegdoty, jak to kolarze - między innymi w tunelu przed metą na Stadionie Śląskim - okładali się pompkami, ale zaskoczyły mnie słowa o obecnym oczekiwaniu na... krew. Do tej pory utarło się, że zwolennicy brutalności i rzeczonej krwi wybierają się raczej na walki bokserskie lub w MMA, a nie na trasy kolarskich wyścigów.


Organizatorów krytykują niemal wszyscy, ale Walijczyk Geraint Thomas z ekipy Sky winą za swój upadek - złamał w nim obojczyk i musiał się wycofać - obarczył Rafała Majkę, oskarżając go o zbyt ryzykowną, wręcz desperacką jazdę. Bo też Polak pojechał na całość i kości nie tyle trzeszczały, co się łamały. Jakże niewinnie teraz, przy tym co działo się w niedzielę, wygląda przewinienie Słowaka Petera Sagana, który na finiszu trącił rywala łokciem, za co został wyrzucony z wyścigu.


Nie tylko kolarze w rywalizacji o sukces - i pieniądze, bądźmy szczerzy - zachowują się coraz brutalniej. Ta brutalność widoczna jest i na torach żużlowych, na boiskach piłkarskich, a nawet na... dworze królowej. Podczas drużynowych mistrzostw Europy w Lille Adam Kszczot wygrał bieg na 800 metrów, ale został zdyskwalifikowany przez sędziów, bo się przepychał z rywalem.


Cóż, widać wszyscy kierują się dewizą: szybciej, wyżej, mocniej.

 

Z tej samej kategorii