Weekend bogaty w wydarzenia - piękne i kontrowersyjne

Adam Kszczot
 źródło: AFP

To był weekend, po którym fanom sportu tematów do dyskusji starczy na cały tydzień, bo wiele się działo na skoczni, lekkoatletycznej hali i na piłkarskich boiskach.

To był weekend, po którym fanom sportu tematów do dyskusji starczy na cały tydzień. Na boiskach piłkarskich na plan pierwszy wysunęły się wydarzenia w Poznaniu, gdzie było bardzo... czerwono, od pokazanych przez sędziego kartek. To był prawdziwy mecz na szczycie, ale niezdrowych emocji było jednak zbyt wiele, których nawet doświadczeni piłkarze nie potrafili powstrzymać. Teraz wydarzeniami na stadionie Lecha zajmuje się stosowna komisja w PZPN.
Sędziowie byli też bohaterami w innych meczach, ale nie dlatego, że pokazali zbyt wiele kartek, lecz z powodu popełnionych błędów. Bo w Lubinie arbiter uznał gola (trzeciego) dla Legii, a nie powinien. Z kolei w Krakowie sędzia nie widział prawidłowo zdobytej przez Cracovię bramki, chociaż widziała to „cała Polska” dzięki telewizyjnym powtórkom. I po raz kolejny ożyła dyskusja, że nie byłoby tych sytuacji, gdyby powszechnie zastosowano technologię goal-line, która z powodzeniem używana jest już w kilku zachodnich ligach. Podobno kłopot jest w tym, że to zbyt kosztowne, bo potrzeba kilkunastu dodatkowych kamer i specjalnych zegarków dla sędziów. Ale przecież FIFA i UEFA są tak bogate, że bez trudu mogłyby sfinansować tę zabawę.
Piłka piłką, dla wielu rzecz najważniejsza na świecie, ale przecież bez wątpienia tematami numer jeden tego weekendu - w zależności co kto lubi - były drużynowy konkurs mistrzostw świata w skokach narciarskich i halowe mistrzostwa Europy lekkoatletów. To co zrobiła drużyna Stefana Horngachera w Lahti było po prostu cudownym widowiskiem. W takim stylu dawno nikt nie wygrywał. Nawet sami Austriacy przyznają, że Polacy są obecnie poza zasięgiem innych. Inni dodają, że przyszłoroczne zimowe igrzyska olimpijskie również powinny być dla nas bardzo udane. Nawet Adam Małysz, zazwyczaj ostrożny w formułowaniu swoich opinii, nie waha się stwierdzić, że polskie skoki czeka wiele wspaniałych chwil. A spora w tym jego zasługa, bo to on stał za tym, żeby zatrudnić Stefana Horngachera.
Sypią się komplementy dla skoczków, a być może jeszcze więcej słyszą ich nasi lekkoatleci, którzy „podbili” Belgrad. Marek Plawgo nie boi się nawet powiedzieć, że mamy nowy Wunderteam, niczym za dawnych lat pod wodzą Jana Mulaka. Co prawda to były „tylko” halowe ME i prawdziwym sprawdzianem wartości polskiej królowej sportu będą mistrzostwa świata w Londynie, ale coś jestem spokojny, że i tam będzie się wiele i dobrze działo!

 

Z tej samej kategorii