Końca kryzysu nie widać

PUCHAR SWIATA W KLINGENTHAL
 fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

Tylko patrzeć, jak rozpocznie się dyskusja o Łukaszu Kruczku, że może nadszedł czas, by przestał być trenerem reprezentacji.

Tylko patrzeć, jak rozpocznie się dyskusja o Łukaszu Kruczku, a konkretnie, czy może nie nadszedł czas, by przestał być trenerem reprezentacji. Nie dlatego, że piastuje tę funkcję długo, bo od 2008 roku, lecz z powodu kiepskich wyników jego podopiecznych w tym sezonie. Kilka lat temu ten szkoleniowiec też był pod obstrzałem krytyki, ale wówczas murem stanęli za nim skoczkowie i obronili go przed zakusami tych, co chcieli go zwolnić. Opłaciło się, bo przyszły sukcesy. I to jakie - mistrzostwo świata Kamila Stocha; historyczne, bo pierwsze medale drużyny, a ukoronowaniem były dwa olimpijskie złota w Soczi. Nie wspominając już o zwycięstwach w Pucharze Świata, włącznie z Kryształową Kulą dla Stocha.

 

To było tak niedawno, bo w 2013 i 2014 roku, a jednak już jakby trochę o tych osiągnięciach zapominamy, bo teraz irytują dalekie lokaty polskich skoczków. Jak choćby wczoraj w Oberstdorfie, gdzie rozpoczęła się 64. edycja Turnieju Czterech Skoczni. W kwalifikacjach do pierwszego konkursu najlepszy z Polaków Stefan Hula zajął bowiem 22. miejsce, a jego koledzy odpowiednio: Maciej Kot 27., Kamil Stoch - 33., Piotr Żyła - 49., zaś Klemens Murańka był dopiero 56. i dziś nie wystąpi. Zgoda, nie tego oczekiwaliśmy, bo przecież wszyscy dookoła - łącznie z Kruczkiem - zapewniali, że kryzys, trwający od inauguracji tego sezonu w Kuusamo już minął i będzie coraz lepiej. No i chcielibyśmy sobie przypomnieć jak smakują polskie zwycięstwa w prestiżowych konkursach na przełomie starego i nowego roku. Wczorajsze kwalifikacje raczej tego nie zapowiadają.

 

Czy to wina trenera? Być może popełniony został gdzieś błąd, może za mało oddano treningowych skoków na śniegu? Może szczyt formy wypadł na sezon letni, bo na igelicie jego podopieczni skakali przyzwoicie, i ciężko go powtórzyć? A może po prostu nastąpiło pewnego rodzaju „zmęczenie materiału” lub „wypalenie się” po niezłych dwóch poprzednich sezonach. Jestem pewny, że Łukasz Kruczek ze swoimi współpracownikami codziennie próbuje znaleźć na te pytania odpowiedzi. Zresztą nie on pierwszy i nie ostatni. Skoki narciarskie mają to do siebie, że bardzo trudno w nich o regularną, co sezon, powtarzalność. Wie coś na ten temat Austriak Gregor Schlierenzauer. To rekordzista w ilości wygranych konkursów Pucharu Świata (ma ich na koncie aż 52), multimedalista mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich, triumfator Turnieju Czterech Skoczni... Ten sezon ma nieudany, a wczoraj w Oberstdorfie był dopiero 46. Jak sam tłumaczy, w skokach nie da się być cały czas najlepszym.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~Aleksander R.Użytkownik anonimowy
~Aleksander R. :
No photo~Aleksander R.Użytkownik anonimowy
Kruczek i Engel już dawno do wymiany!!!
U nas tylko dwóch skoczków coś zdobyło - to Małysz i Stoch - nie jest to zasługa trenera i działaczy lecz ich talentu / przypomnieć należy spadek formy Małysza, który odbudowywał sam - bo wiedział, że szkolenie jest do kitu /. Brak jest nadal zaplecza. Myślę, że ci dwaj panowie zmarnowali wiele talentów. Niedawno Małysz w wywiadzie, który słyszałem powiedział wyraźnie, że należy zmienić trenera na zagranicznego z dużym doświadczeniem i sukcesami.
Pozdrawiam! Aleksander Raginia.
30 gru 15 15:51
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii