Wizyta człowieka w Polsce napiętnowanego

Howard Webb
 źródło: Pressfocus

Niedawno gościł w Polsce znany były już sędzia angielski, Howard Webb, promując książkę, której jest bohaterem. Dla polskich kibiców już w 2008 roku był bohaterem, ale z gatunku tych jak najbardziej negatywnych.

Na mistrzostwach Europy sędziował mecz Polaków z Austriakami, który zakończył się remisem 1:1. Nasza reprezentacja prowadziła bodaj do 93 minuty 1:0 i wtedy arbiter z Anglii podyktował rzut karny wykorzystany przez Austrię. Co się wtedy działo, cała Polska się oburzyła, uważając tę decyzję za niesłuszną i niesprawiedliwą, przy tym zamykającą drogę do wyjścia z grupy eliminacyjnej. Pod adresem Webba nie brakowało nawet gróźb śmierci...

Po co sięgam do tej dość dawnej historii? Bo pan Webb podczas niedawnych spotkań w Polsce nie tylko nie pokajał się za podyktowanie rzutu karnego, ale dodał, że nie powinien uznać gola... dającego prowadzenie polskiej reprezentacji, bo padł ze spalonego. Tak o tej sytuacji opowiadał: „W przypadku z golem Rogera na pewno pomogłyby nam powtórki wideo. Asystent oglądający mecz powiedziałby: „spalony” i sędzia główny (Webb) nie uznałby gola”.
Tak się składa, że Howard Webb jest osobą wyznaczoną przez FIFA do propagowania systemu powtórek (VAR), co czyni zresztą obecnie w USA. I być może znowu zawita do Polski, bo prezes PZPN Zbigniew Boniek ogłosił, że VAR zadebiutuje w ekstraklasie w sezonie 2017/18. Na razie tylko w kilku spotkaniach, bo to jednak system kosztowny. Polska idzie zatem w ślady Bundesligi, Serie A, a przymierza się również do tego bardzo konserwatywna, jeżeli chodzi o przepisy, Premier League. To bardzo ważna decyzja, którą śmiało można nazwać rewolucyjną.
Pytanie, czy pozwoli ona na wyeliminowanie błędów sędziowskich na piłkarskich stadionach, czy też może będzie instrumentem wywierania nacisku w czasie meczów na arbitrów, żeby co chwila korzystali z powtórek, tak jak dzieje się na siatkarskich parkietach ze słynnym challenge'em.
Ta rewolucja jest jednak konieczna, bo wiele pomyłek wypacza końcowy wynik spotkania, co nie pozostaje bez skutków dla dalszych losów skrzywdzonych lub swoiście „nagrodzonych” drużyn. Mieliśmy ich przykłady w niedawnych meczach Lotto Ekstraklasy. Takim najbardziej jaskrawym było nieuznanie Cracovii prawidłowo zdobytej bramki przez Marcina Budzińskiego. Piłka po jego strzale odbiła się od poprzeczki i wylądowała za linią bramki Arki Gdynia, ale sędziowie tego nie zauważyli. I zamiast zwycięstwa 2:1 było tylko 1:1. Takich pomyłek przy pomocy VAR z pewnością można będzie uniknąć, co i tak na pewno nie skończy z gorącymi dyskusjami o pracy sędziów.

Z tej samej kategorii