Wszystko się dzieli, wszyscy się dzielą

Gdyby nie ESA 37 piłkarze Podbeskidzia byliby nadal grali w ekstraklasie.
 /  fot. Krzysztof Dzierzawa  /  źródło: Pressfocus

System ESA 37 - odkąd tylko został wprowadzony - budzi wielkie emocje. A ma obowiązywać jeszcze przez co najmniej kolejne dwa lata.


Odkąd został wprowadzony, wzbudza wielkie emocje i dyskusje. Mowa o istniejącym od trzech sezonów systemie rozgrywek piłkarskiej ekstraklasy, nazywany w skrócie ESA 37. Zakłada bowiem po części zasadniczej podział 16 drużyn na grupę mistrzowską i spadkową oraz zdobytych przez nie punktów i rozegranie dodatkowo siedmiu kolejek.
Można zaryzykować twierdzenie, że również po połowie są podzieleni zwolennicy i przeciwnicy tych reguł. Być może jest to podział płynny, w zależności od tego, komu one służą, a komu szkodzą. A przykładów, że jest to system „obosieczny” jest aż nadto. Koronny to Podbeskidzie Bielsko Biała w poprzednim sezonie, które najpierw było - krótko - w grupie mistrzowskiej, a potem znalazło się w grupie spadkowej i ostatecznie zostało zdegradowane do I ligi. Z kolei Lech Poznań dwa sezony wstecz na ESA 37 skorzystał, bo został mistrzem Polski.
Pod koniec ubiegłego roku po raz kolejny rozpoczęła się gorąca dyskusja wokół regulaminu rozgrywek i wydawało się, że górę wzięli jego przeciwnicy. Zbijając argument zwolenników, że dzięki ESA 37 polscy piłkarze grają więcej spotkań, co jest korzystne ze względów szkoleniowych, lansowali pogląd, że lepiej jest po prostu zwiększyć liczebność ekstraklasy z 16 do 18 zespołów. Oponenci się ścierali, ale ostatecznie - jak wynika z wczorajszych doniesień - wygrali ci, którzy uważają obecny stan za najlepszy dla polskiego futbolu.
Czy tak rzeczywiście jest? Po pierwsze, bodaj żaden inny europejski kraj nie stosuje takiego rozwiązania, aczkolwiek są ligi, gdzie jest play off po sezonie zasadniczym. Po drugie - obiektywnym sprawdzianem tego, czy polska ekstraklasa „idzie w górę”, powinny być rozgrywki europejskie. Ten wypadł dla niej słabo, jeżeli nie liczyć awansu Legii Warszawa do Ligi Mistrzów. Pozostałe kluby po prostu w Europie nie zaistniały. A więc przeważają raczej negatywy.
Są jednak i pozytywy. Przede wszystkim mamy więcej emocji, zarówno pod koniec części zasadniczej, jak i w dodatkowej rundzie. A z tego najbardziej cieszą się kibice, bo w sumie niewiele jest meczów o przysłowiową pietruszkę. Cieszą się też pewnie klubowi księgowi, bo więcej spotkań to więcej - teoretycznie - sprzedanych biletów i wpływów. Wielu wskazuje też na to, że wydłużony sezon wymaga też dłuższej ławki zawodników, co jest szansą na pokazanie się młodych piłkarzy. A efektem tego - co jest raczej odważnym stwierdzeniem - są późniejsze ich transfery do zagranicznych klubów.
Jesteśmy więc podzieleni w ocenie ESA 37 i nic nie wskazuje na to, żeby zmieniło się to i w następnych sezonach.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~obiektywnyUżytkownik anonimowy
~obiektywny :
No photo~obiektywnyUżytkownik anonimowy
Zupełnie odwrotnie, niż twierdzi Pan, Szanowny Panie Redaktorze i wielu podobnie wieszczących. Poprzedni sezon, to dał dowód na to, że ESA37 jest opatrznościowym ratunkiem przed bałaganem polskim - bo spowodował, że mniej bolesne były cyrki, co do tego, czy wyżej będzie Podbeskidzie czy - chyba, o ile dobrze pamiętam - Nieciecza! Proszę sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby te zagrywki ze zgłaszaniem odwołań, wycofywaniem, karnymi punktami: działy się nie przed ostatnią kolejką przed podziałem a przed ostatnią kolejkę, w której kolejność w tabeli decydowałaby już o ostatecznym spadku! Dzięki temu, że działo się to przy podziale, który jeszcze nie rozstrzygał o ostatecznej kolejności, ciężar się trochę rozłożył, bo przecież jeszcze miało szanse Podbeskidzie się uratować, dość duże zresztą. Nie zebrali się, tylko rozkleili, trudno, szkoda. Można rzeczywiście powiedzieć, zawirowania były dla nich dużym obciążeniem. NIemniej - szanse mieli, skoro uważali, że byliby zdolni grać w górnej części, to tym bardziej wstyd, że się rozkleili. Natomiast, powtarzam, gdyby te cyrki były przed ostatnią kolejką decydującą o spadku?
Tego poza tym, że ESA37 jest logiczne: nie przeskoczycie, Drodzy Oponenci. Naprawdę coś jest nie tak w tym, że wygrane w rundzie finałowej są cenniejsze, niż w części pierwszej rozgrywek? Serio - uważacie, że finalne zwycięstwa nie są cenniejsze? To pojedźcie do UEFY i opieprz**e ich równo, niech wreszcie zmienią ten głupi system, że po pierwszej rundzie granej w grupach: w rundzie finałowej jeszcze boleśniejsza jest sytuacja w Lidze Mistrzów niż w ESA37. Tutaj - to tyle, że dwa razy tyle punktów się daje za zwycięstwo w finałach, na lotnych finaiszach. W LM - to zwycięzca nie berze dwa razy tyle, co wcześniej, tylko wszystko. Jedna przegrana w dwumeczu - i odpadasz. A nawet gole, może się zdarzyć, że nie są równe!
Ludzie! Wreszcie jest coś, czego zaczynają się od Polaków uczyć - to wy chcecie zadziobać, bo to nie jest tak niesprawiedliwe, jak np w Lidze Mistrzów!
Już to było kiedyś - jak był fakt, że 3 punkty w Polsce były - ale dopiero, gdy drużyna była naprawdę wyraźnie lepsza, co najmniej więcej o 3 bramki strzeliła. No i oczywiście, "działaczykowie" zadeptali równo - a za parę lat dużo głupszy system, premiowania 3 punktami nawet za wymęczone 1-0 po jakimś wolnym wprowadzili!
27 sty 21:00 | ocena:100%
Liczba głosów:2
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii