Absolutnie nie wolno się bać!

POLSKA - CZARNOGORA
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Czy w niedzielę na stadionie pod Goricom będzie równie gorąco, jak we wrześniu 2012 roku? Czarnogóra była wtedy rywalem biało-czerwonych w eliminacjach mistrzostw świata 2014.

Wówczas spotkanie w Podgoricy rozpoczęło batalię Polaków - zakończoną niepowodzeniem - o awans do finałów w Brazylii. Wtedy padł remis 2:2, ale w pamięci utkwiło głównie z tego powodu, że było kilkukrotnie przerywane z powodu zachowania kibiców na trybunach. Rzucali oni na murawę krzesełka i petardy. Jedną z nich został ogłuszony bramkarz Przemysław Tytoń. Remis uratował wtedy gol Jakuba Błaszczykowskiego. W rewanżu w Warszawie też padł remis, a dał go Polakom gol Roberta Lewandowskiego. Być może te remisy zadecydowały, że polskich piłkarzy zabrakło w Brazylii.
Do tych wydarzeń sprzed pięciu lat w Podgoricy nawiązał selekcjoner Adam Nawałka. - Doskonale zdajemy sobie sprawę ze specyfiku tego meczu, bo stadion w Podgoricy to trudny teren. Dlatego przez cały mecz musimy wykonywać założenia taktyczne. W Podgoricy trzeba wytrzymać ciśnienie, ale jednocześnie dobrze grać w piłkę - powiedział dziennikarzom Nawałka po ogłoszeniu powołań do kadry przed wyjazdowym meczem z Czarnogórą w eliminacjach MŚ w 2018 roku. A jest to bardzo ważny mecz, bo po czterech kolejkach w grupie E prowadzi Polska z dorobkiem 10 punktów, a na drugim miejscu z siedmioma punktami jest Czarnogóra.
Mecz z 2012 roku doskonale pamięta Łukasz Fabiański, który był wtedy rezerwowym bramkarzem. - Pamiętam gorącą atmosferę, mecz parokrotnie był przerywany. Teraz też nastawiamy się na nieprzyjemne spotkanie mając na myśli atmosferę, nastawienie kibiców i sposób ich dopingu. Jestem przekonany, że będziemy w stanie dobrze przygotować się na to, co nas czeka w Podgoricy - mówi Fabiański, który ma nadzieję, że w niedzielę w Podgoricy to on wyjdzie w podstawowym składzie. I nie ukrywa jaki jest cel wyprawy do Czarnogóry. - Umocnić się jeszcze bardziej na prowadzeniu w tabeli. W eliminacjach każdy mecz jest ważny, nie ma gier o nic. Mamy świadomość, że w przypadku zdobycia trzech punktów, zwłaszcza w starciu z takim rywalem, zrobimy kolejny krok ku obranemu celowi - przekonuje golkiper Swansea.
A jaki jest wspomniany obrany cel? Oczywiście awans do finałowego turnieju mistrzostw świata w Rosji w 2018 roku. Jeżeli ma być osiągnięty, to nie wolno się bać najbliższego meczu z Czarnogórą, jak i oczywiście kolejnych, pozostałych do zakończenia eliminacji.

 

Z tej samej kategorii