Ważniejszy Lewandowski czy kibice?

Robert Lewandowski
 /  fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

Są kibice, zgłaszający pretensje do PZPN, że czują się oszukani, bo w meczu z Czechami nie zagra Robert Lewandowski.

Zaskoczyła mnie informacja, że kibice są wściekli przed meczem z Czechami, którą wyeksponowaliśmy we wczorajszym numerze. Wściekli, że dziś we Wrocławiu nie zagra kilku podstawowych zawodników kadry Adama Nawałki. Argument, uzasadniający ich frustrację, na pierwszy rzut oka jest całkiem logiczny - kupując bilety na spotkanie z Czechami, spodziewali się, że zobaczą w akcji nasze największe gwiazdy. Piłkarzy czołowych europejskich klubów, których tak rzadko mają okazję oglądać na polskich stadionach. Zgłaszając teraz pretensje do PZPN, podkreślają, że mają prawo czuć się oszukani. Bo wyobraźmy sobie, że kupujemy wejściówkę na koncert z Madonną w roli głównej, a ktoś w ostatniej chwili zamienia ją na... Dodę.
Zgoda, przykład absurdalny nieco, ale akurat te obie panie występowały na naszych stadionach, stąd skojarzenie. W pewnym stopniu absurdem jednak wydają się też pretensje o nieobecność w dzisiejszym towarzyskim meczu Roberta Lewandowskiego, Grzegorza Krychowiaka i Łukasza Fabiańskiego. Tym bardziej, że trener Adam Nawałka już wcześniej sygnalizował, że w meczu z Czechami da odpocząć najlepszym i najbardziej eksploatowanym zawodnikom. Selekcjoner tłumaczy, że dając im wolne po spotkaniu z Islandią kierował się ich dobrem. I przyznał, że zdaje sobie sprawę, iż brak tych piłkarzy może być dużym rozczarowaniem dla kibiców, ale odsyłając ich do domu, kierował się dobrem zawodników. „Staramy się minimalizować ryzyko kontuzji. Ci zawodnicy w ostatnim czasie grali dużo spotkań i myślę, że każdy, nawet krótki odpoczynek wpłynie korzystnie na ich zdrowie. Każdy ma jakieś granice fizjologiczne i musi mieć odpoczynek”.
Kierując się dobrem tych piłkarzy Nawałka ma też na myśli dobro całej reprezentacji, którą przygotowuje do czerwcowego Euro we Francji. To będzie bardzo trudny turniej, przez który trudno będzie przejść - a przecież marzymy, żeby Polacy zaszli jak najdalej - grając tylko podstawową jedenastką. Kiedy więc, jak nie w takich spotkaniach z Islandią i Czechami selekcjoner ma wypróbować potencjalnych dublerów? Kiedy ma też sprawdzić różne warianty taktyczne? Odpowiedź wydaje się oczywista. I dlatego rozumiejąc żal kibiców, nie mam wątpliwości, że koniec końców wszyscy się zgodzą, że to jednak dobro polskiej reprezentacji musi być ważniejsze od ich poczucia dobra, polegającego na tym, że chcą zawsze i wszędzie oklaskiwać Lewandowskiego czy Krychowiaka.

Z tej samej kategorii