Sportowe cuda

Jan Urban
 fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus

Coraz rzadziej używa się sformułowania, że w sporcie zdarzyć się może wszystko, nawet coś z kategorii... cudów.

 

Bo też rzeczywiście w tej mocno sprofesjonalizowanej, na wskroś komercyjnej i często do bólu przewidywalnej dziedzinie życia, role są jakby z góry rozdzielone. Jednak nie do końca, bo cuda się jednak zdarzają! I bardzo dobrze, bo dlatego sport wzbudza tak wiele emocji.
Bo jak nazwać to, co z udziałem Agnieszki Radwańskiej zdarzyło się w Singapurze? Niech ktoś podniesie rękę do góry i powie, że wierzył, iż polska tenisistka odwróci losy tie-breaka, w którym przegrywała 1:5 z Simoną Halep. Nawet ona sama powiedziała, że nie sądziła, iż może wrócić do gry. A jednak - zdobyła sześć punktów z rzędu, jej rywalka ani jednego. Mało - następnego seta, już gładko, wygrała i spełniła pierwszy z warunków (zwycięstwo 2:0), by jeszcze większy cud się zdarzył. Bo drugim był sukces w dwóch setach już pewnej awansu do półfinału, a więc nie muszącej się wysilać Marii Szarapowej. Też został spełniony i w tak cudowny sposób Radwańska zagra w półfinale.
O sportowym cudzie można mówić i w przypadku Krzysztofa Głowackiego. Jego pojedynek z mistrzem świata, Niemcem Marco Huckiem, został uznany za walkę roku 2015 podczas wczorajszego kongresu federacji WBO w amerykańskim Orlando. Bo też polski bokser dokonał rzeczy zdawało się niemożliwej. Przegrywając zdecydowanie na punkty, będąc na skraju nokautu, sam zdołał znokautować czempiona w przedostatnim starciu, odbierając mu mistrzowski pas, który był w jego posiadaniu przez długie lata. Podobno w USA już nie mogą się doczekać kolejnej walki niezłomnego Polaka.
Coraz bardziej zaczynają wierzyć w cud w Poznaniu. Jeszcze kilka tygodni temu bito tam na alarm, że trzeba ratować Lecha przed degradacją z ekstraklasy, a zarazem wielkim wstydem. Bo w historii polskiej piłki tylko raz się zdarzyło, że mistrz Polski (Polonia Bytom) w następnym sezonie spadł z elity. Gdy jednak Macieja Skorżę zastąpił Jan Urban, nastąpiła cudowna metamorfoza „Kolejorza”. Bo czyż nie cudem niemalże była wyjazdowa wygrana outsidera polskiej ligi nad liderem Serie A, Fiorentiną? Za nieco mniejszy trzeba uznać zwycięstwo w Warszawie nad Legią. Nie dość tego - środowa wygrana w Lubinie w Pucharze Polski na tyle rozochociła poznańskich piłkarzy, a i kibiców, że zaczęli wierzyć w obronę mistrzowskiej korony. A jeżeli Urban z Lechem wygra we Wrocławiu, to jak nic okrzykną go cudotwórcą.

Z tej samej kategorii