Miliony na osłodę

Rumunia - Polska
 fot. Paweł Andrachiewicz  /  źródło: Pressfocus

Robert Lewandowski do wyników plebiscytu „Złotej Piłki” podszedł z humorem, co świadczy o jego zdrowym dystansie do tego typu zabaw. W przeciwieństwie do polskich mediów, które 16. miejsce naszego najlepszego piłkarza uznały za wielką obrazę - pisze Andrzej Wasik.

Na piłkarskim krajowym podwórku tematem numer jeden ciągle pozostaje Ruch Chorzów, który czeka na - orzeczoną już przez wielu, aczkolwiek ciągle bez oficjalnego wyroku - karę. Można być jednak pewnym, że trwać to będzie jeszcze przez wiele najbliższych dni, bo przecież klub z Cichej ma prawo do wyjaśnień, a nawet jak zapadnie wyrok, to i do odwołania się od niego.


Niespodzianką albo tylko ciekawostką, dla wielu być może ważniejszą od „afery Fundacji Ruchu”, jest powrót na trenerski stołek zasłużonego Franza Smudy. Przygarnął go Górnik Łęczna, ale bardziej z przymusu niż dlatego, że wierzą tam w słynne cuda tego szkoleniowca. Po prostu dotychczasowy trener łęcznian, któremu idzie całkiem nieźle, nie ma stosownych papierów...


Zostawmy jednak nasz swojski futbol i przyjrzyjmy się temu, co dzieje się w wielkim świecie. A tam po ogłoszeniu przez „France Football” wyników „Złotej Piłki” śmiechu kupa, co zresztą skwitował na Twitterze Robert Lewandowski wymownym wpisem: „Le Cabaret!”. On podszedł do tego z humorem, co świadczy o jego zdrowym dystansie do tego typu plebiscytowych zabaw. W przeciwieństwie do polskich mediów, które 16. miejsce naszego najlepszego piłkarza uznały za wielką obrazę. Kto wie, czy tą sprawą nie będzie musiał się zająć Parlament Europejski? Jak można było bowiem w ten sposób potraktować bardzo dobry rok w wykonaniu „Lewego”. Przecież strzelił 46 goli w barwach Bayernu i sięgnął po koronę króla strzelców Bundesligi, a z monachijczykami zdobył mistrzostwo, puchar i Superpuchar Niemiec. Mało? No to przecież doprowadził reprezentację Polski do ćwierćfinału Euro 2016 i prowadzi w klasyfikacji strzelców eliminacji do mistrzostw świata w 2018 roku (7 goli, tyle samo co zdobywca „Złotej Pilki” Cristiano Ronaldo).


Nic tylko to jakiś spisek przeciwko wybitnemu Polakowi! Spójrzmy jednak faktom w oczy. Czy to przypadek, że spośród głosujących 173 (!) dziennikarzy z całego świata tylko trzech (?) dało głos na Lewandowskiego, klasyfikując go na trzecim miejscu. Byli to Byambaa Tsagaanbaatar (SPS Channel) z Mongolii, Andrej Stare (RTV Slovenija) ze Słowenii oraz Maciej Iwański z Telewizji Polskiej. Cóż, może jednak warto zweryfikować nasze przekonanie, że pan Robert jest najlepszym - no dobra, niech będzie jednym z najlepszych - napastnikiem na świecie? Widocznie fakt, że strzela jak na zawołanie, nie oznacza jeszcze, że jest rozpoznawalny na całym świecie.


Dla niego zapewne najważniejsze jest to, że jest piłkarzem docenianym przez swój klub. Wczoraj Bayern na swojej oficjalnej stronie internetowej poinformował, że przedłużył kontrakt z Lewandowskim do 2021 roku, dając mu gigantyczną podwyżkę - z 10 do 15 milionów euro rocznie. Oznacza to, że będzie zarabiał ponad 170 tysięcy złotych... dziennie. Prawda, że to powinno znakomicie osłodzić jego rozczarowanie niską pozycją w „Złotej Piłce”?

Z tej samej kategorii