Niemożliwe nie istnieje

Barcelona
 źródło: AFP

Okazuje się, że Mission Impossible może dziać się nie tylko na ekranie filmowym, ale również na piłkarskim boisku.

W środowy wieczór przed misją - jak się zdawało - niemożliwą do wykonania stanęli piłkarze Barcelony. A zagrali niczym Tom Cruise w roli agenta rządowego, Ethana Hunta. Różnica była tylko taka, że działo się to w realu, przed kompletem widzów na Nou Camp i przed milionami ludzi przed telewizorami. I w ten sposób zapisali nową kartę w historii Ligi Mistrzów. Barcelona jako pierwszy zespół w dziejach tych rozgrywek odrobiła bowiem 4-bramkową stratę z pierwszego spotkania, w tym przypadku z PSG, przegranego 0:4.
Być może szybko byłaby to tylko jedna z tych kart, jakich przecież już wiele, ale niewiarygodne było to, w jakich okolicznościach się to stało. Bo niech ktoś uderzy się w pierś, jeżeli powie, że w 87 minucie przy stanie 3:1 wierzył jeszcze w awans barcelończyków... To było przecież niemożliwe, a jednak, jak określiła to włoska „Gazzetta dello Sport”: Granica niemożliwego została przekroczona!
Trzeba więc zgodzić się z tezą, że w piłce nożnej niemożliwe nie istnieje. Przykładem na to może być i nasza reprezentacja. Bo czy ktoś przy zdrowych umysłach jeszcze kilka lat temu powiedziałby, że Polska w rankingu FIFA wyprzedzi takie futbolowe potęgi, jak Włochy, Holandię i Anglię? A jednak od wczoraj jest to jak najbardziej prawdziwa informacja. Dwa pierwsze kraje wyprzedziliśmy już trochę wcześniej, a w najnowszym notowaniu, w którym awansowaliśmy na 12. miejsce, przeskoczyliśmy dumnych synów Albionu.
Niemożliwe więc nie istnieje... Bądźmy jednak sprawiedliwi - z wyczynem Barcelony nie da się tego w żaden sposób porównać, a ten historyczny awans jest po prostu wynikiem statystycznego algorytmu. Ranking obliczany jest bowiem na podstawie wyników wszystkich reprezentacji z ostatnich czterech lat. Polsce przestały się więc liczyć niezbyt dobre rezultaty z 2013 roku (choćby porażka 0:2 z Irlandią), a doszły punkty za ostatnią, świetną serię. I oby nie została ona przerwana 26 marca w Czarnogórze, gdzie drużyna Adama Nawałki zagra mecz eliminacji mistrzostw świata, tylko trwała jak najdłużej. Czy jest to niemożliwe? Ależ skąd! Przecież kapitan Robert Lewandowski wciąż bardzo skuteczny, Kamil Glik twardy jak zawsze, a ich koledzy - może ostatnio mniej widoczni - z pewnością są w stanie znów grać na najwyższym poziomie.

 

Z tej samej kategorii